Dlaczego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata

64

jj

Jakiś czas temu popełniłem obrazoburczy tekst pod tytułem: “Dlaczego polskim fighterom nie należy się godziwa zapłata”. Publikacja wywołała spore poruszenie zarówno wśród czytelników jak i w szeroko rozumianej branży, a szczególnie pośród sponsorów i reklamodawców, którzy w prywatnych rozmowach komplementowali mnie stwierdzając, że “w końcu ktoś to głośno powiedział”. Piszę o tym nie dlatego, aby dodać sobie splendoru czy też połechtac własne ego – choć ego, rzecz ważna – a dlatego, żeby ukazać szerszy kontekst dzisiejszego artykułu. Poza tym część osób zarzuca mi, że zazwyczaj poruszam kwestie negatywne i krytykuję, rzadziej natomiast dostrzegam i podkreślam pozytywy. Niewątpliwie jest to prawdą. Częściej ganię, rzadziej chwalę. Wynika to z kilku przyczyn, ale mniejsza o powody, tak jest… i już. Żeby jednak nieco przełamać ową pesymistyczną regułę, postanowiłem, dla odmiany, napisać coś pozytywnego. No a że w polskim MMA dla stetryczałego pismaka nie ma godniejszego obiektu westchnień niż Joanna Jędrzejczyk, toteż wybór nie był trudny. A zatem – dlaczego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

Przede wszystkim dlatego, że zna się na swoim fachu. Nie wydaje mi się bowiem, aby dało się odnieść sukces będąc jedynie ładnie umalowaną wydmuszką, dobrze prezentującą się przed kamerą. Zaistnieć – tak, osiągnąć sukces – powątpiewam. Sądzę, że do budowania zawodniczej (ale i każdej innej) marki niezbędna jest baza, fundament zapewniający podporę dla późniejszej medialnej konstrukcji. Inaczej uda się co najwyżej błysnąć i zgasnąć jak kometa. Rzecz jasna można w tym miejscu poddać w wątpliwość powyższe twierdzenie i podać przykład rodzimych celebrytów, którzy poza udzielaniem prostych odpowiedzi na nieskomplikowane pytania niewiele potrafią, lecz czy którykolwiek z nich odniósł faktyczny sukces? Czy którykolwiek z nich osiągnął, choćby tylko, stabilizację finansową? Ciągła pogoń za fleszami i czerwonymi dywanami, nawet w roli osób towarzyszących, w jakiej większość z nich uczestniczy, każe sceptycznie podejść do tego tematu.

Mniejsza jednak o twarze z brukowców, bo MMA to inna para kaloszy. Mimo całej otoczki sportów walki, w swej istocie opierają się one na rywalizacji. I to zasadniczy powód blokujący awans tym, którzy chcieliby robić karierę tym świecie bez odpowiednich umiejętności. Nawet ostrożnym matchmakingiem i odpowiednio dobranymi rywalami nie da się przecież wiecznie zakłamywać rzeczywistości. Prędzej czy później ktoś powie “sprawdzam” i trzeba będzie stanąć pomiędzy linami naprzeciw Jose Aldo. Wówczas okaże się, czy zostaniemy zapamiętani jak Conor McGregor… czy będziemy Mariuszem Pudzianowskim, czy może Marcinem Najmanem. Zawodniczka z Olsztyna zajmuje się walką wręcz i jest w tym naprawdę dobra, ba! – jest najlepsza na świecie.  Mało tego. Joasia wspomniany wyżej fundament posiadała już wtedy, gdy dopiero rozpoczynała swoją przygodę z mieszanymi sztukami walki. Sześciokrotnego mistrzostwa świata muay thai nie zdobywa się za piękne oczy. Trzeba przelać wiele potu i łez, a także krwi, aby wywalczyć najwyższe trofeum w tym sporcie. Ale przecież powodzenie w jednej dyscyplinie wcale nie gwarantuje powodzenia w MMA, prawda? Tu przechodzimy do kolejnego punktu, będącego poszlaką w poszukiwaniu odpowiedzi na tytułowe pytanie.

Podejście, charakter, zawziętość… ambicja. Jakkolwiek nie nazwiemy tej cechy naszej mistrzyni, sprawia ona, że Joanna stawia sobie najwyższe cele i poświęca wszystko, aby je zrealizować. Jest to niezwykle ważne a może nawet kluczowe. Iluż było zawodników kickboxingu czy innych sportów walki, którzy przejście do MMA potraktowali jak pomostówkę, kierując się zasadą “tak robić, żeby się nie narobić, a żeby zarobić.” U Joanny nie dało i nie da się zaobserwować takiego nastawienia. Gdy w muay thai osiągnęła wszystko co było do osiągnięcia, wybrała inny cel – wybrała wyższą górę. I zapragnęła wyjść na jej szczyt. Takie postawienie sprawy automatycznie ukierunkowuje dalsze poczynania i wymusza potraktowanie nowego rozdziału serio. Własnie tu upatruję przyczyn sukcesu Asi, bo o ile talent i pracowitość są czynnikami koniecznymi, to sam impuls do przekuwania tychże elementów w umiejętności bierze się – mówiąc kolokwialnie – z głowy. Lecz przecież i to nie wszystko. Psychika, talent, umiejętności, odpowiednia etyka pracy i nawet sportowa weryfikacja tychże nie zawsze przekładają się na powodzenie materialne. Nawet mistrzostwo UFC nie gwarantuje wspomnianej w tytule godziwej zapłaty.

Same umiejętności nie zapewniają popularności, a bez odpowiedniej popularności nie można myśleć o wielkich pieniądzach. Potrzeba więc determinacji ale i wiedzy, by sukces sportowy zamienić w powodzenie marketingowe – a za nim w powodzenie materialne. W tym aspekcie Joasia deklasuje praktycznie wszystkich fighterów z Polski oraz wielu zza oceanu. Zaledwie dwa lata (sic!) od debiutu w największej organizacji świata wystarczyły, aby fighterka z Olsztyna rozwinęła skrzydła i stała się medialną osobowością. Poprawiony język angielski, bezbłędnie prowadzone media społecznościowe, przemyślany wizerunek i sprawny management sprawiły, że Aśka jest dziś jednym z najbardziej znanych zawodników sportów walki w naszym kraju. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę słowa Jacka Łosaka z naszej redakcji, który zawodowo zajmuje się monitoringiem mediów. Stwierdza on, że już teraz Jędrzejczyk w mediach głównego nurtu pojawiła się tak często jak Mamed Chalidow i nie jest wykluczonym, że do końca roku prześcignie ona lidera – Mariusza Pudzianowskiego. Mało tego! Łosak sugeruje, że kluczowy nie jest jednak całkowity zasięg a o szerokie spektrum mediów piszących o mistrzyni UFC. Jest to coś, czego nie udało się do tej pory osiągnąć żadnemu zawodnikowi w Polsce – łącznie z najbardziej znanymi fighterami KSW.

Ten rok w mediach będzie bezapelacyjnie należał do Joanny Jędrzejczyk i chociaż pod względem liczby informacji może ona nie zająć pozycji lidera, na pewno pojawi się na jednym z czołowych miejsc, pośród największych gwiazd KSW. Co jednak ważne, Jędrzejczyk jako pierwsza zawodniczka w historii polskiego MMA dokonała czegoś, co wcześniej wydawało się być nieosiągalne. Sprawiła, że nie tylko pisało i mówiło się o niej dużo, ale również zaczęły ją dostrzegać media, które wcześniej ani słowem nie wspominały o MMA. Wywiady i materiały o niej w prasie kobiecej, czy szeroko pojętych pismach lifestylowych oraz jej twarz na okładkach, nie były czymś wyjątkowym i spowodowały, że Joanna niejako wyszła z niszy MMA, by trafić do znacznie szerszego grona odbiorców. Dodatkowo Jędrzejczyk spowodowała, że zaczęto znacznie więcej i lepiej mówić o UFC.  Organizacja ta przestała być odległą marką, o której wiedzą jedynie fani MMA, a stała się tym, o czym mówią sami zawodnicy, czyli ligą mistrzów w świecie mieszanych sztuk walki.  

Widać więc jak na dłoni, że i to zagadnienia Joanna potraktowała całkowicie serio. Dbanie o wizerunek i obecność w mediach jest dla niej taką samą pracą jak sparingi, robienie wytrzymałości czy wreszcie sama walka. To rzadkość wśród sportowców, którzy cały czas są przekonani, że wystarczy osiągnąć sportowy szczyt a pieniądze oraz sława pojawią same. Nie pojawią. Nie w XXI wieku, w którym o uwagę widza konkurują setki dyscyplin sportowych, nie mówiąc już o innych komercyjnych przedsięwzięciach. By przebić się przez tę czapę należy wykazać wiele samozaparcia, trzeba też podejmować właściwe decyzje. Joasia wykazała się jednym i drugim, i za to również należy jej się owa godziwa zapłata – ale nie tylko za to.

Joanna Jędrzejczyk zasłużyła na wszystko, co zdołała i zdoła jeszcze osiągnąć także tym, jaką jest zawodniczką, a nawet dalej. Zasłużyła tym, jaką jest osobą i co sobą reprezentuje. Zdaję sobie sprawę, że sportsmenka od dłuższego czasu jest krytykowana za to, że jest – rzekomo – sztuczna, zaczepna, że się wywyższa i że odstaje od stereotypowego mistrza sztuk walki, który powinien być skromnym i powinien odnosić się z szacunkiem do swoich przeciwników. Zdaję sobie sprawę z tych zarzutów, choć w żaden sposób nie zamierzam z nimi polemizować. Ja w owym stereotypie “prawdziwego mistrza” nie widzę bowiem skromności a bezpłciowość. W efekcie widzę zawodnika skromnego ale biednego – dorabiającego na bramce i z szacunkiem handlującego dragami w miejskich bramach. Tak, wiem. Zastępuję jeden stereotyp drugim, lecz chcę przez to pokazać, że często ów stereotyp, ów powszechnie czczony ideał wcale nie jest moralnie lepszy… często jest moralnie gorszy. Może nie jako zawodnik, bo przecież nie robi głupich min do kamery i nie ubliża przeciwnikowi, ale jako człowiek.

Tymczasem patrząc na Joasię widzę osobę, która dzięki swojej determinacji dotarła na szczyt w muay thai. Osiągnęła mistrzostwo, które – z wielu względów – nie pozwoliło jej jednak zmonetyzować swoich umiejętności. Mimo tego ta drobna osóbka nie poddała się. Znalazła w sobie siłę aby zmienić dyscyplinę i uczyć się od nowa. Dalej. Postawiła sobie najwyższy cel i podobnie jak w poprzednim sporcie osiągnęła go. Zdobyła mistrzostwo UFC. Nie mam wątpliwości, że gdyby mój syn miał szukać idola w świecie sportu, to chciałbym, żeby był nim ktoś taki jak Joasia. Ktoś, kto odniósł sukces, kto wykazuje się odpowiednim charakterem, odpowiednią etyką pracy, kto nie da sobie w kaszę dmuchać. Mali zawistnicy, którzy nie osiągnęli choćby czwartej części tego, co osiągnęła Jędrzejczyk, a którzy z zazdrością patrzą na jej powodzenie, nie są według mojej opinii żadnym wzorem do naśladowania. Mniejsza jednak o moje preferencje.

Nie jest to wszystkim co widzę, gdy spoglądam na Joannę Jędrzejczyk. Patrząc na nią widzę bowiem osobę, która cały czas się doskonali, która będąc na szczycie cały czas wyznacza sobie jeszcze bardziej odległe cele i konsekwentnie je realizuje. Widzę więc zawodniczkę, która nie spoczęła na laurach. Która nie boi się myśleć nieszablonowo, która podejmuje ryzyko. Przeprowadzka do USA i zmiana klubu jest tego najlepszym dowodem. Kto, będąc na miejscu Joasi, odważyłby się porzucić zwycięską drużynę i pójść w nieznane? Każdy? – odpowiecie? Naprawdę? Ja widzę zaledwie kilku fighterów w Polsce, którzy są na tyle zdeterminowani aby wyjechać na kilka miesięcy do klubów w USA i tam przygotowywać się do swoich pojedynków. Czy to nie powód do szacunku? Czy to nie powód do podziwu? I w końcu – czy to nie powód, dla którego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

MMAStore-at-MMARocks_MMA02
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułŁukasz Sajewski zwolniony z UFC
Następny artykułSlugfest po raz trzeci we Wrześni!
Editor-in-chief | Chief Financial Officer of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.

64 KOMENTARZE

  1. Prawilna morda z Ciebie Kuba :beer:

    A Asię propsować trza zawsze i wszędzie bo to nasz największy skarb w ememej

  2. Dlaczego Karolina nigdy nie będzie zarabiała godnie? Bo na starcie pozbyła się osoby, która miałaby odpowiadać za budowanie marki pt. "Karolina Kowalkiewicz". Uznała że 20% gaży to za dużo aby brać od życia więcej. Z jej angielskim i widać niechęcią do szlifowania go nie zostanie zaproszona, do żadnego programu w amerykańskiej telewizji. W Polsce praktycznie nie ma sponsorów a co dopiero w Stanach – ale czego się dziwić skoro jedyne co ma Karolina do zaoferowania sponsorom to nośnik? Nie buduje marki żadnego ze swoich sponsorów. W Polsce pozostanie znana jako "ta co przegrała z Aśką" hajs z UFC205 się wyda i – drimsz cam czru.

  3. Średnie :kis:

    Wiem, że szacunek i docenianie stylu walki to jedno, ale ostatni akapit mnie lekko rozbawił. Nie dalej jak kilka dni temu rozmawialiśmy o nudziarzu z Ornetu. Jak to leciało?

  4. Damskie MMA i tyle pisania. Zgadzam się z przeczytanym tytułem, bo tyle jestem w stanie dzisiaj poświęcić dyscyplinie w żeńskim wydaniu.

  5. Dlaczego Karolina nigdy nie będzie zarabiała godnie? Bo na starcie pozbyła się osoby, która miałaby odpowiadać za budowanie marki pt. "Karolina Kowalkiewicz". Uznała że 20% gaży to za dużo aby brać od życia więcej. Z jej angielskim i widać niechęcią do szlifowania go nie zostanie zaproszona, do żadnego programu w amerykańskiej telewizji. W Polsce praktycznie nie ma sponsorów a co dopiero w Stanach – ale czego się dziwić skoro jedyne co ma Karolina do zaoferowania sponsorom to nośnik? Nie buduje marki żadnego ze swoich sponsorów. W Polsce pozostanie znana jako "ta co przegrała z Aśką" hajs z UFC205 się wyda i – drimsz cam czru.

    Asia nie dosc,ze bije na glowe Karoline umiejetenosciami, to robi tez to swoja medialnoscia, w Stanach na prawde teraz jest jej DUZO, co mnie akurat mega cieszy

  6. Nie dalej jak kilka dni temu rozmawialiśmy o nudziarzu z Ornetu. Jak to leciało?

    No jak? Że Krzychu nudny. Cóż zrobisz, nic nie zrobisz. Choć doceniam i kibicuję, żeby zaszedł jak najwyżej. I żeby każdą walkę kończył jak ostatnią:)

  7. Pytanie czy Aśce i jej sztabowi wystarczy odwagi by powalczyć o naprawdę poważne pieniądze?  Do tej pory JJ sygnalizowała absolutne podporządkowanie i lojalność wobec szefostwa UFC. Czy to pozwoli osiągnąć milionowe gaże, a może zmiana managera ma na celu zwiększenie skuteczności negocjacji?

  8. Damskie MMA i tyle pisania. Zgadzam się z przeczytanym tytułem, bo tyle jestem w stanie dzisiaj poświęcić dyscyplinie w żeńskim wydaniu.

    Wiesz co jest najsmutniejsze w tym wszystkim? Żeńskie MMA, które jest cienkie jak dupa węża – polskie żeńskie mma, które w zasadzie nie istnieje a jedynym zawodnikiem z Polski który zrobił prawdziwą karierę i rozpowszechnia coś takiego jak "polskie MMA", zapisuje się na kartach historii to własnie kobieta.

  9. Bardzo dobry tekst. W dzisiejszych czasach, aby zarabiać w MMA naprawdę dobre pieniądze trzeba być świetnym sportowcem, marketingowcem i charakterystyczną postacią, która się wyróżnia w tłumie zawodników, i którą ludzie są w stanie zapamiętać (nie ważne czy pozytywnie, czy negatywnie). Wydaje się, że JJ posiada wszystkie te umiejętności.

  10. Zabrakło jeszcze takiego składnika jak szczęście czy przypadek. Reszta spoko i się zgadzam cokolwiek to zmienia.

    Kiedyś wzorem był Marek Piotrowski – sorry za wyrażenie "frajerzyna" który stracił zdrowie, dymali go menagerowie, nic nie osiągnął a nawet jego dziecko okazało się nie jego. Teraz wzór to Conor albo Asia królowa bijatyk chudych dupeczek w oktagonie, którym ktoś płaci tyle ile ma ochotę a są to akurat grube dulary. Nie oceniam , jedno i drugie doceniam, może trochę zazdroszczę…po prostu śledzę (ale nie na tweeterze)

  11. Zabrakło jeszcze takiego składnika jak szczęście czy przypadek. Reszta spoko i się zgadzam cokolwiek to zmienia.

    Kiedyś wzorem był Marek Piotrowski – sorry za wyrażenie "frajerzyna" który stracił zdrowie, dymali go menagerowie, nic nie osiągnął a nawet jego dziecko okazało się nie jego. Teraz wzór to Conor albo Asia królowa bijatyk chudych dupeczek w oktagonie, którym ktoś płaci tyle ile ma ochotę a są to akurat grube dulary. Nie oceniam , jedno i drugie doceniam, może trochę zazdroszczę…po prostu śledzę (ale nie na tweeterze)

    Wiesz, że pomyślałem o Piotrowskim kiedy pisałem? Przeszło mi przez myśl, że ciekawe czy ktoś wspomni Marka w (dokładnie) tym kontekście, w którym Ty to zrobiłeś i przyrówna go jako do dzisiejszego idola – Conora.

    Marka wielka szkoda. Postać tragiczna w zasadzie. Trochę zabrakło szczęścia, trochę zbytnia ufność w ludzi… czasy też niezbyt dobre na biznesy. Może gdyby urodził się z 20 lat później. Można gdybać.

  12. Wiesz, że pomyślałem o Piotrowskim kiedy pisałem? Przeszło mi przez myśl, że ciekawe czy ktoś wspomni Marka w (dokładnie) tym kontekście, w którym Ty to zrobiłeś i przyrówna go jako do dzisiejszego idola – Conora.

    Marka wielka szkoda. Postać tragiczna w zasadzie. Trochę zabrakło szczęścia, trochę zbytnia ufność w ludzi… czasy też niezbyt dobre na biznesy. Może gdyby urodził się z 20 lat później. Można gdybać.

    Po prostu nie zawsze się tak wszystko układa jak w bajce. Ale Asi niech tam się układa. Mi np imponuje najbardziej to że pojechała do Ernesto Hoosta na co ja bym się nie odważył pod wieloma względami. I ciesze się że choć nic nie wskazywało na to by były z tego pieniądze i sukces to lata później wypracowane w pocie czoła muay thai przydało się jak znalazł.

    A co do postaci Asi to słucham teraz jej odpowiedzi na żywo i na serio laska jest bez zarzutu a co najważniejsze nie jest jakimś wsiowym burakiem.

  13. Damskie MMA i tyle pisania. Zgadzam się z przeczytanym tytułem, bo tyle jestem w stanie dzisiaj poświęcić dyscyplinie w żeńskim wydaniu.

    O jakim żeńskim MMA. To o życiu. :śmiech:

  14. Asia sportowo szczyt , medialnie rozwija się coraz szybciej. Co raz lepiej mówi po angielsku a nie odpowiada że słabo mówi ale dużo rozumie ( największe kłamstwo polskiego emigranta;) . Mam nadzieję że duże pieniądze przyjdą szybko.  WAR JJ !!!

  15. Żeńskie, kurwa, żeńskie. Jakie to damy leją się po głowach? :facepalm:

    😆

    Ilustracja pojedynku dam z okresu renesansu. Co ciekawe, panie często walczyły z gołymi torsami aby nie było żadnych wątpliwości, że w gorsetach nie ukrywają elementów pancerza.

  16. Właśnie Asia na żywo na kanale UFC na Facebooku odpowiada na żywo na pytania fanów, po polsku i angielsku 🙂

    Asia rewelacyjnie podciągnęła angielski. W dodatku ten luz. Prawdziwe pieniądze dopiero przed nią.

  17. Zwróćcie jeszcze uwagę ile przez ostatni tydzień ona zrobiła mediów. Poleciała m.in. do Kanady żeby pogadać z Ramdeenem i przy okazji innymi. Wszędzie powtarza cierpliwie to samo. Wszędzie wplata nienachalnie swoich sponsorów, perfecting athletes i american top team. Zawsze wypowiada pełne nazwy (do ATT dodaje nawet miejscowość), nigdy skróty. Wszędzie się pojawia w reeboku. Uśmiecha się non stop. To jest kurwa profesjonalizm. Patrzcie i uczcie się polskie wannabe makgregory.

  18. Jakiś czas temu popełniłem obrazoburczy tekst pod tytułem: “Dlaczego polskim fighterom nie należy się godziwa zapłata”. Publikacja wywołała spore poruszenie zarówno wśród czytelników jak i w szeroko rozumianej branży, a szczególnie pośród sponsorów i reklamodawców, którzy w prywatnych rozmowach komplementowali mnie stwierdzając, że “w końcu ktoś to głośno powiedział”. Piszę o tym nie dlatego, aby dodać sobie splendoru czy też połechtac własne ego – choć ego, rzecz ważna – a dlatego, żeby ukazać szerszy kontekst dzisiejszego artykułu. Poza tym część osób zarzuca mi, że zazwyczaj poruszam kwestie negatywne i krytykuję, rzadziej natomiast dostrzegam i podkreślam pozytywy. Niewątpliwie jest to prawdą. Częściej ganię, rzadziej chwalę. Wynika to z kilku przyczyn, ale mniejsza o powody, tak jest… i już. Żeby jednak nieco przełamać ową pesymistyczną regułę, postanowiłem, dla odmiany, napisać coś pozytywnego. No a że w polskim MMA dla stetryczałego pismaka nie ma godniejszego obiektu westchnień niż Joanna Jędrzejczyk, toteż wybór nie był trudny. A zatem – dlaczego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

    Przede wszystkim dlatego, że zna się na swoim fachu. Nie wydaje mi się bowiem, aby dało się odnieść sukces będąc jedynie ładnie umalowaną wydmuszką, dobrze prezentującą się przed kamerą. Zaistnieć – tak, osiągnąć sukces – powątpiewam. Sądzę, że do budowania zawodniczej (ale i każdej innej) marki niezbędna jest baza, fundament zapewniający podporę dla późniejszej medialnej konstrukcji. Inaczej uda się co najwyżej błysnąć i zgasnąć jak kometa. Rzecz jasna można w tym miejscu poddać w wątpliwość powyższe twierdzenie i podać przykład rodzimych celebrytów, którzy poza udzielaniem prostych odpowiedzi na nieskomplikowane pytania niewiele potrafią, lecz czy którykolwiek z nich odniósł faktyczny sukces? Czy którykolwiek z nich osiągnął, choćby tylko, stabilizację finansową? Ciągła pogoń za fleszami i czerwonymi dywanami, nawet w roli osób towarzyszących, w jakiej większość z nich uczestniczy, każe sceptycznie podejść do tego tematu.

    Mniejsza jednak o twarze z brukowców, bo MMA to inna para kaloszy. Mimo całej otoczki sportów walki, w swej istocie opierają się one na rywalizacji. I to zasadniczy powód blokujący awans tym, którzy chcieliby robić karierę tym świecie bez odpowiednich umiejętności. Nawet ostrożnym matchmakingiem i odpowiednio dobranymi rywalami nie da się przecież wiecznie zakłamywać rzeczywistości. Prędzej czy później ktoś powie “sprawdzam” i trzeba będzie stanąć pomiędzy linami naprzeciw Jose Aldo. Wówczas okaże się, czy zostaniemy zapamiętani jak Conor McGregor… czy będziemy Mariuszem Pudzianowskim, czy może Marcinem Najmanem. Zawodniczka z Olsztyna zajmuje się walką wręcz i jest w tym naprawdę dobra, ba! – jest najlepsza na świecie.  Mało tego. Joasia wspomniany wyżej fundament posiadała już wtedy, gdy dopiero rozpoczynała swoją przygodę z mieszanymi sztukami walki. Sześciokrotnego mistrzostwa świata muay thai nie zdobywa się za piękne oczy. Trzeba przelać wiele potu i łez, a także krwii, aby wywalczyć najwyższe trofeum w tym sporcie. Ale przecież powodzenie w jednej dyscyplinie wcale nie gwarantuje powodzenia w MMA, prawda? Tu przechodzimy do kolejnego punktu, będącego poszlaką w poszukiwaniu odpowiedzi na tytułowe pytanie.

    Podejście, charakter, zawziętość… ambicja. Jakkolwiek nie nazwiemy tej cechy naszej mistrzyni, sprawia ona, że Joanna stawia sobie najwyższe cele i poświęca wszystko, aby je zrealizować. Jest to niezwykle ważne a może nawet kluczowe. Iluż było zawodników kickboxingu czy innych sportów walki, którzy przejście do MMA potraktowali jak pomostówkę, kierując się zasadą “tak robić, żeby się nie narobić, a żeby zarobić.” U Joanny nie dało i nie da się zaobserwować takiego nastawienia. Gdy w muay thai osiągnęła wszystko co było do osiągnięcia, wybrała inny cel – wybrała wyższą górę. I zapragnęła wyjść na jej szczyt. Takie postawienie sprawy automatycznie ukierunkowuje dalsze poczynania i wymusza potraktowanie nowego rozdziału serio. Własnie tu upatruję przyczyn sukcesu Asi, bo o ile talent i pracowitość są czynnikami koniecznymi, to sam impuls do przekuwania tychże elementów w umiejętności bierze się – mówiąc kolokwialnie – z głowy. Lecz przecież i to nie wszystko. Psychika, talent, umiejętności, odpowiednia etyka pracy i nawet sportowa weryfikacja tychże nie zawsze przekładają się na powodzenie materialne. Nawet mistrzostwo UFC nie gwarantuje wspomnianej w tytule godziwej zapłaty.

    Same umiejętności nie zapewniają popularności, a bez odpowiedniej popularności nie można myśleć o wielkich pieniądzach. Potrzeba więc determinacji ale i wiedzy, by sukces sportowy zamienić w powodzenie marketingowe – a za nim w powodzenie materialne. W tym aspekcie Joasia deklasuje praktycznie wszystkich fighterów z Polski oraz wielu zza oceanu. Zaledwie dwa lata (sic!) od debiutu w największej organizacji świata wystarczyły, aby fighterka z Olsztyna rozwinęła skrzydła i stała się medialną osobowością. Poprawiony język angielski, bezbłędnie prowadzone media społecznościowe, przemyślany wizerunek i sprawny management sprawiły, że Aśka jest dziś jednym z najbardziej znanych zawodników sportów walki w naszym kraju. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę słowa Jacka Łosaka z naszej redakcji, który zawodowo zajmuje się monitoringiem mediów. Stwierdza on, że już teraz Jędrzejczyk w mediach głównego nurtu pojawiła się tak często jak Mamed Chalidow i nie jest wykluczonym, że do końca roku prześcignie ona lidera – Mariusza Pudzianowskiego. Mało tego! Łosak sugeruje, że kluczowy nie jest jednak całkowity zasięg a o szerokie spektrum mediów piszących o mistrzyni UFC. Jest to coś, czego nie udało się do tej pory osiągnąć żadnemu zawodnikowi w Polsce – łącznie z najbardziej znanymi fighterami KSW.

    Ten rok w mediach będzie bezapelacyjnie należał do Joanny Jędrzejczyk i chociaż pod względem liczby informacji może ona nie zająć pozycji lidera, na pewno pojawi się na jednym z czołowych miejsc, pośród największych gwiazd KSW. Co jednak ważne, Jędrzejczyk jako pierwsza zawodniczka w historii polskiego MMA dokonała czegoś, co wcześniej wydawało się być nieosiągalne. Sprawiła, że nie tylko pisało i mówiło się o niej dużo, ale również zaczęły ją dostrzegać media, które wcześniej ani słowem nie wspominały o MMA. Wywiady i materiały o niej w prasie kobiecej, czy szeroko pojętych pismach lifestylowych oraz jej twarz na okładkach, nie były czymś wyjątkowym i spowodowały, że Joanna niejako wyszła z niszy MMA, by trafić do znacznie szerszego grona odbiorców. Dodatkowo Jędrzejczyk spowodowała, że zaczęto znacznie więcej i lepiej mówić o UFC.  Organizacja ta przestała być odległą marką, o której wiedzą jedynie fani MMA, a stała się tym, o czym mówią sami zawodnicy, czyli ligą mistrzów w świecie mieszanych sztuk walki. 

    Widać więc jak na dłoni, że i to zagadnienia Joanna potraktowała całkowicie serio. Dbanie o wizerunek i obecność w mediach jest dla niej taką samą pracą jak springi, robienie wytrzymałości czy wreszcie sama walka. To rzadkość wśród sportowców, którzy cały czas są przekonani, że wystarczy osiągnąć sportowy szczyt a pieniądze oraz sława pojawią same. Nie pojawią. Nie w XXI wieku, w którym o uwagę widza konkurują setki dyscyplin sportowych, nie mówiąc już o innych komercyjnych przedsięwzięciach. By przebić się przez tę czapę należy wykazać wiele samozaparcia, trzeba też podejmować właściwe decyzje. Joasia wykazała się jednym i drugim, i za to również należy jej się owa godziwa zapłata – ale nie tylko za to.

    Joanna Jędrzejczyk zasłużyła na wszystko, co zdołała i zdoła jeszcze osiągnąć także tym, jaką jest zawodniczką, a nawet dalej. Zasłużyła tym, jaką jest osobą i co sobą reprezentuje. Zdaję sobie sprawę, że sportsmenka od dłuższego czasu jest krytykowana za to, że jest – rzekomo – sztuczna, zaczepna, że się wywyższa i że odstaje od stereotypowego mistrza sztuk walki, który powinien być skromnym i powinien odnosić się z szacunkiem do swoich przeciwników. Zdaję sobie sprawę z tych zarzutów, choć w żaden sposób nie zamierzam z nimi polemizować. Ja w owym stereotypie “prawdziwego mistrza” nie widzę bowiem skromności a bezpłciowość. W efekcie widzę zawodnika skromnego ale biednego – dorabiającego na bramce i z szacunkiem handlującego dragami w miejskich bramach. Tak, wiem. Zastępuję jeden stereotyp drugim, lecz chcę przez to pokazać, że często ów stereotyp, ów powszechnie czczony ideał wcale nie jest moralnie lepszy… często jest moralnie gorszy. Może nie jako zawodnik, bo przecież nie robi głupich min do kamery i nie ubliża przeciwnikowi, ale jako człowiek.

    Tymczasem patrząc na Joasię widzę osobę, która dzięki swojej determinacji dotarła na szczyt w muay thai. Osiągnęła mistrzostwo, które – z wielu względów – nie pozwoliło jej jednak zmonetyzować swoich umiejętności. Mimo tego ta drobna osóbka nie poddała się. Znalazła w sobie siłę aby zmienić dyscyplinę i uczyć się od nowa. Dalej. Postawiła sobie najwyższy cel i podobnie jak w poprzednim sporcie osiągnęła go. Zdobyła mistrzostwo UFC. Nie mam wątpliwości, że gdyby mój syn miał szukać idola w świecie sportu, to chciałbym, żeby był nim ktoś taki jak Joasia. Ktoś, kto odniósł sukces, kto wykazuje się odpowiednim charakterem, odpowiednią etyką pracy, kto nie da sobie w kaszę dmuchać. Mali zawistnicy, którzy nie osiągnęli choćby czwartej części tego, co osiągnęła Jędrzejczyk, a którzy z zazdrością patrzą na jej powodzenie, nie są według mojej opinii żadnym wzorem do naśladowania. Mniejsza jednak o moje preferencje.

    Nie jest to wszystkim co widzę, gdy spoglądam na Joannę Jędrzejczyk. Patrząc na nią widzę bowiem osobę, która cały czas się doskonali, która będąc na szczycie cały czas wyznacza sobie jeszcze bardziej odległe cele i konsekwentnie je realizuje. Widzę więc zawodniczkę, która nie spoczęła na laurach. Która nie boi się myśleć nieszablonowo, która podejmuje ryzyko. Przeprowadzka do USA i zmiana klubu jest tego najlepszym dowodem. Kto, będąc na miejscu Joasi, odważyłby się porzucić zwycięską drużynę i pójść w nieznane? Każdy? – odpowiecie? Naprawdę? Ja widzę zaledwie kilku fighterów w Polsce, którzy są na tyle zdeterminowani aby wyjechać na kilka miesięcy do klubów w USA i tam przygotowywać się do swoich pojedynków. Czy to nie powód do szacunku? Czy to nie powód do podziwu? I w końcu – czy to nie powód, dla którego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

    Jakieś streszczenie?

  19. Zwróćcie jeszcze uwagę ile przez ostatni tydzień ona zrobiła mediów. Poleciała m.in. do Kanady żeby pogadać z Ramdeenem i przy okazji innymi. Wszędzie powtarza cierpliwie to samo. Wszędzie wplata nienachalnie swoich sponsorów, perfecting athletes i american top team. Zawsze wypowiada pełne nazwy (do ATT dodaje nawet miejscowość), nigdy skróty. Wszędzie się pojawia w reeboku. Uśmiecha się non stop. To jest kurwa profesjonalizm. Patrzcie i uczcie się polskie wannabe makgregory.

    Ja bym tak nie potrafił.

  20. @Jakub Bijan dobre dobre mordziaty, ale mogłeś jeszcze jadowicie zajebać parę punchy, dlaczego Karolinie Kowalkiewicz nie należy się godziwa zapłata. Tak to tylko część mojego hejterskiego serca została zaspokojona.

  21. @Jakub Bijan dobre dobre mordziaty, ale mogłeś jeszcze jadowicie zajebać parę punchy, dlaczego Karolinie Kowalkiewicz nie należy się godziwa zapłata. Tak to tylko część mojego hejterskiego serca została zaspokojona.

    Jesteście nienasyceni.

  22. Jesteście nienasyceni.

    Po prostu mógłbyś raz odkręcić kurek z jadem tak na full ciśnieniu, choćby na jeden akapit, a nie ciurkać po kropelce w co drugim tekście… :boystop:

  23. Ja bym tak nie potrafił.

    Gdyby chodziło o gruby hajs to pewnie byś się tego nauczył 🙂

    A tutaj bardzo ciekawy "breakdown" tego szaleńca Robina, gościnnie z Aśką:

  24. Jeszcze nie tak dawno, ludzie na zagranicznych forach porównywali Aśkę jako mistrza do Rondy. Większość nawet stawiało Aśkę nad Rondą, tylko problem polegał na tym, że po porównaniu zawsze temat schodził na Rondę i Aśka w ten sposób traciła atencję. Nie tylko Ronda kradła popularność Aśki w jej tematach, ale również inni zawodnicy, albo tworzył się odrębny temat w temacie nawet na rzeczy nie związane z MMA i UFC, i Aśka schodziła na dalszy plan. Teraz coraz częściej ludzie reagują na to, pisząc np. żeby przestali ciągle wspominać o Rondzie w tematach o Aśce, bo to o niej jest dany temat. W ten sposób widać, że w USA Aśka jest coraz bardziej marką samą w sobie a nie drugą Rondą, oczywiście jeszcze nie jest idealnie, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Warto również wspomnieć o niedawnym wywiadzie, w którym Aśka wspomniała "o cyckach". Niby nic, ale pobił liczbę napisanych komentarzy w tematach o Aśce prawie 2 krotnie na takim reddit.com, nie licząc oczywiście tematów z UFC Live. Przykład. Temat o cyckach, liczba komentarzy 604, a ówczesny rekord wynosił 365, a był to temat w którym ogłoszono, że Aśka zmierzy się z Karoliną na UFC 205.

  25. jakim trzeba by debilem by nie rozumieć tego, że godziwe pieniadze należą się jej za:

    1. widowiskowe walki

    2. dobry marketing

    3. samorozwój (język ang, gadka "do rzeczy"…)

  26. Po prostu mógłbyś raz odkręcić kurek z jadem tak na full ciśnieniu, choćby na jeden akapit, a nie ciurkać po kropelce w co drugim tekście… :boystop:

    Przecież Gimli już to zrobił.

  27. Po prostu mógłbyś raz odkręcić kurek z jadem tak na full ciśnieniu, choćby na jeden akapit, a nie ciurkać po kropelce w co drugim tekście… :boystop:

    Jakiś czas temu przyrządziłem pyszną pastę o Zenku co się napierdala w klatce. Jak będę miał kiedyś lepszy humor to się podzielę z szanownymi forumowiczami.

  28. Jakiś czas temu popełniłem obrazoburczy tekst pod tytułem: “Dlaczego polskim fighterom nie należy się godziwa zapłata”. Publikacja wywołała spore poruszenie zarówno wśród czytelników jak i w szeroko rozumianej branży, a szczególnie pośród sponsorów i reklamodawców, którzy w prywatnych rozmowach komplementowali mnie stwierdzając, że “w końcu ktoś to głośno powiedział”. Piszę o tym nie dlatego, aby dodać sobie splendoru czy też połechtac własne ego – choć ego, rzecz ważna – a dlatego, żeby ukazać szerszy kontekst dzisiejszego artykułu. Poza tym część osób zarzuca mi, że zazwyczaj poruszam kwestie negatywne i krytykuję, rzadziej natomiast dostrzegam i podkreślam pozytywy. Niewątpliwie jest to prawdą. Częściej ganię, rzadziej chwalę. Wynika to z kilku przyczyn, ale mniejsza o powody, tak jest… i już. Żeby jednak nieco przełamać ową pesymistyczną regułę, postanowiłem, dla odmiany, napisać coś pozytywnego. No a że w polskim MMA dla stetryczałego pismaka nie ma godniejszego obiektu westchnień niż Joanna Jędrzejczyk, toteż wybór nie był trudny. A zatem – dlaczego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

    Przede wszystkim dlatego, że zna się na swoim fachu. Nie wydaje mi się bowiem, aby dało się odnieść sukces będąc jedynie ładnie umalowaną wydmuszką, dobrze prezentującą się przed kamerą. Zaistnieć – tak, osiągnąć sukces – powątpiewam. Sądzę, że do budowania zawodniczej (ale i każdej innej) marki niezbędna jest baza, fundament zapewniający podporę dla późniejszej medialnej konstrukcji. Inaczej uda się co najwyżej błysnąć i zgasnąć jak kometa. Rzecz jasna można w tym miejscu poddać w wątpliwość powyższe twierdzenie i podać przykład rodzimych celebrytów, którzy poza udzielaniem prostych odpowiedzi na nieskomplikowane pytania niewiele potrafią, lecz czy którykolwiek z nich odniósł faktyczny sukces? Czy którykolwiek z nich osiągnął, choćby tylko, stabilizację finansową? Ciągła pogoń za fleszami i czerwonymi dywanami, nawet w roli osób towarzyszących, w jakiej większość z nich uczestniczy, każe sceptycznie podejść do tego tematu.

    Mniejsza jednak o twarze z brukowców, bo MMA to inna para kaloszy. Mimo całej otoczki sportów walki, w swej istocie opierają się one na rywalizacji. I to zasadniczy powód blokujący awans tym, którzy chcieliby robić karierę tym świecie bez odpowiednich umiejętności. Nawet ostrożnym matchmakingiem i odpowiednio dobranymi rywalami nie da się przecież wiecznie zakłamywać rzeczywistości. Prędzej czy później ktoś powie “sprawdzam” i trzeba będzie stanąć pomiędzy linami naprzeciw Jose Aldo. Wówczas okaże się, czy zostaniemy zapamiętani jak Conor McGregor… czy będziemy Mariuszem Pudzianowskim, czy może Marcinem Najmanem. Zawodniczka z Olsztyna zajmuje się walką wręcz i jest w tym naprawdę dobra, ba! – jest najlepsza na świecie.  Mało tego. Joasia wspomniany wyżej fundament posiadała już wtedy, gdy dopiero rozpoczynała swoją przygodę z mieszanymi sztukami walki. Sześciokrotnego mistrzostwa świata muay thai nie zdobywa się za piękne oczy. Trzeba przelać wiele potu i łez, a także krwi, aby wywalczyć najwyższe trofeum w tym sporcie. Ale przecież powodzenie w jednej dyscyplinie wcale nie gwarantuje powodzenia w MMA, prawda? Tu przechodzimy do kolejnego punktu, będącego poszlaką w poszukiwaniu odpowiedzi na tytułowe pytanie.

    Podejście, charakter, zawziętość… ambicja. Jakkolwiek nie nazwiemy tej cechy naszej mistrzyni, sprawia ona, że Joanna stawia sobie najwyższe cele i poświęca wszystko, aby je zrealizować. Jest to niezwykle ważne a może nawet kluczowe. Iluż było zawodników kickboxingu czy innych sportów walki, którzy przejście do MMA potraktowali jak pomostówkę, kierując się zasadą “tak robić, żeby się nie narobić, a żeby zarobić.” U Joanny nie dało i nie da się zaobserwować takiego nastawienia. Gdy w muay thai osiągnęła wszystko co było do osiągnięcia, wybrała inny cel – wybrała wyższą górę. I zapragnęła wyjść na jej szczyt. Takie postawienie sprawy automatycznie ukierunkowuje dalsze poczynania i wymusza potraktowanie nowego rozdziału serio. Własnie tu upatruję przyczyn sukcesu Asi, bo o ile talent i pracowitość są czynnikami koniecznymi, to sam impuls do przekuwania tychże elementów w umiejętności bierze się – mówiąc kolokwialnie – z głowy. Lecz przecież i to nie wszystko. Psychika, talent, umiejętności, odpowiednia etyka pracy i nawet sportowa weryfikacja tychże nie zawsze przekładają się na powodzenie materialne. Nawet mistrzostwo UFC nie gwarantuje wspomnianej w tytule godziwej zapłaty.

    Same umiejętności nie zapewniają popularności, a bez odpowiedniej popularności nie można myśleć o wielkich pieniądzach. Potrzeba więc determinacji ale i wiedzy, by sukces sportowy zamienić w powodzenie marketingowe – a za nim w powodzenie materialne. W tym aspekcie Joasia deklasuje praktycznie wszystkich fighterów z Polski oraz wielu zza oceanu. Zaledwie dwa lata (sic!) od debiutu w największej organizacji świata wystarczyły, aby fighterka z Olsztyna rozwinęła skrzydła i stała się medialną osobowością. Poprawiony język angielski, bezbłędnie prowadzone media społecznościowe, przemyślany wizerunek i sprawny management sprawiły, że Aśka jest dziś jednym z najbardziej znanych zawodników sportów walki w naszym kraju. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę słowa Jacka Łosaka z naszej redakcji, który zawodowo zajmuje się monitoringiem mediów. Stwierdza on, że już teraz Jędrzejczyk w mediach głównego nurtu pojawiła się tak często jak Mamed Chalidow i nie jest wykluczonym, że do końca roku prześcignie ona lidera – Mariusza Pudzianowskiego. Mało tego! Łosak sugeruje, że kluczowy nie jest jednak całkowity zasięg a o szerokie spektrum mediów piszących o mistrzyni UFC. Jest to coś, czego nie udało się do tej pory osiągnąć żadnemu zawodnikowi w Polsce – łącznie z najbardziej znanymi fighterami KSW.

    Ten rok w mediach będzie bezapelacyjnie należał do Joanny Jędrzejczyk i chociaż pod względem liczby informacji może ona nie zająć pozycji lidera, na pewno pojawi się na jednym z czołowych miejsc, pośród największych gwiazd KSW. Co jednak ważne, Jędrzejczyk jako pierwsza zawodniczka w historii polskiego MMA dokonała czegoś, co wcześniej wydawało się być nieosiągalne. Sprawiła, że nie tylko pisało i mówiło się o niej dużo, ale również zaczęły ją dostrzegać media, które wcześniej ani słowem nie wspominały o MMA. Wywiady i materiały o niej w prasie kobiecej, czy szeroko pojętych pismach lifestylowych oraz jej twarz na okładkach, nie były czymś wyjątkowym i spowodowały, że Joanna niejako wyszła z niszy MMA, by trafić do znacznie szerszego grona odbiorców. Dodatkowo Jędrzejczyk spowodowała, że zaczęto znacznie więcej i lepiej mówić o UFC.  Organizacja ta przestała być odległą marką, o której wiedzą jedynie fani MMA, a stała się tym, o czym mówią sami zawodnicy, czyli ligą mistrzów w świecie mieszanych sztuk walki. 

    Widać więc jak na dłoni, że i to zagadnienia Joanna potraktowała całkowicie serio. Dbanie o wizerunek i obecność w mediach jest dla niej taką samą pracą jak sparingi, robienie wytrzymałości czy wreszcie sama walka. To rzadkość wśród sportowców, którzy cały czas są przekonani, że wystarczy osiągnąć sportowy szczyt a pieniądze oraz sława pojawią same. Nie pojawią. Nie w XXI wieku, w którym o uwagę widza konkurują setki dyscyplin sportowych, nie mówiąc już o innych komercyjnych przedsięwzięciach. By przebić się przez tę czapę należy wykazać wiele samozaparcia, trzeba też podejmować właściwe decyzje. Joasia wykazała się jednym i drugim, i za to również należy jej się owa godziwa zapłata – ale nie tylko za to.

    Joanna Jędrzejczyk zasłużyła na wszystko, co zdołała i zdoła jeszcze osiągnąć także tym, jaką jest zawodniczką, a nawet dalej. Zasłużyła tym, jaką jest osobą i co sobą reprezentuje. Zdaję sobie sprawę, że sportsmenka od dłuższego czasu jest krytykowana za to, że jest – rzekomo – sztuczna, zaczepna, że się wywyższa i że odstaje od stereotypowego mistrza sztuk walki, który powinien być skromnym i powinien odnosić się z szacunkiem do swoich przeciwników. Zdaję sobie sprawę z tych zarzutów, choć w żaden sposób nie zamierzam z nimi polemizować. Ja w owym stereotypie “prawdziwego mistrza” nie widzę bowiem skromności a bezpłciowość. W efekcie widzę zawodnika skromnego ale biednego – dorabiającego na bramce i z szacunkiem handlującego dragami w miejskich bramach. Tak, wiem. Zastępuję jeden stereotyp drugim, lecz chcę przez to pokazać, że często ów stereotyp, ów powszechnie czczony ideał wcale nie jest moralnie lepszy… często jest moralnie gorszy. Może nie jako zawodnik, bo przecież nie robi głupich min do kamery i nie ubliża przeciwnikowi, ale jako człowiek.

    Tymczasem patrząc na Joasię widzę osobę, która dzięki swojej determinacji dotarła na szczyt w muay thai. Osiągnęła mistrzostwo, które – z wielu względów – nie pozwoliło jej jednak zmonetyzować swoich umiejętności. Mimo tego ta drobna osóbka nie poddała się. Znalazła w sobie siłę aby zmienić dyscyplinę i uczyć się od nowa. Dalej. Postawiła sobie najwyższy cel i podobnie jak w poprzednim sporcie osiągnęła go. Zdobyła mistrzostwo UFC. Nie mam wątpliwości, że gdyby mój syn miał szukać idola w świecie sportu, to chciałbym, żeby był nim ktoś taki jak Joasia. Ktoś, kto odniósł sukces, kto wykazuje się odpowiednim charakterem, odpowiednią etyką pracy, kto nie da sobie w kaszę dmuchać. Mali zawistnicy, którzy nie osiągnęli choćby czwartej części tego, co osiągnęła Jędrzejczyk, a którzy z zazdrością patrzą na jej powodzenie, nie są według mojej opinii żadnym wzorem do naśladowania. Mniejsza jednak o moje preferencje.

    Nie jest to wszystkim co widzę, gdy spoglądam na Joannę Jędrzejczyk. Patrząc na nią widzę bowiem osobę, która cały czas się doskonali, która będąc na szczycie cały czas wyznacza sobie jeszcze bardziej odległe cele i konsekwentnie je realizuje. Widzę więc zawodniczkę, która nie spoczęła na laurach. Która nie boi się myśleć nieszablonowo, która podejmuje ryzyko. Przeprowadzka do USA i zmiana klubu jest tego najlepszym dowodem. Kto, będąc na miejscu Joasi, odważyłby się porzucić zwycięską drużynę i pójść w nieznane? Każdy? – odpowiecie? Naprawdę? Ja widzę zaledwie kilku fighterów w Polsce, którzy są na tyle zdeterminowani aby wyjechać na kilka miesięcy do klubów w USA i tam przygotowywać się do swoich pojedynków. Czy to nie powód do szacunku? Czy to nie powód do podziwu? I w końcu – czy to nie powód, dla którego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

    Poparłbym, bo i fajny artykuł ale Joanna J to najdoskonalszy kontr okaz wobec poprzedniego artykułu. 😉

  29. Dlaczego Karolina nigdy nie będzie zarabiała godnie? Bo na starcie pozbyła się osoby, która miałaby odpowiadać za budowanie marki pt. "Karolina Kowalkiewicz". Uznała że 20% gaży to za dużo aby brać od życia więcej. Z jej angielskim i widać niechęcią do szlifowania go nie zostanie zaproszona, do żadnego programu w amerykańskiej telewizji. W Polsce praktycznie nie ma sponsorów a co dopiero w Stanach – ale czego się dziwić skoro jedyne co ma Karolina do zaoferowania sponsorom to nośnik? Nie buduje marki żadnego ze swoich sponsorów. W Polsce pozostanie znana jako "ta co przegrała z Aśką" hajs z UFC205 się wyda i – drimsz cam czru.

    W życiu nie widziałeś tyle pieniędzy na oczy co dostała Karola za ostatnią walkę. Zapewne dałbyś sobie komin za taką kwotę przeczyścić(uwaga, to może być powód Twoich sarkastycznych komentarzy, bo to nie przez poczucie humoru piszesz takie banialuki tudzież farmazony),  więc nie pisz, że to nie są godne pieniądze. Dwa – zarabia "godnie" bijąc się, conajwyżej niegodziwe pieniądze, jeśli o to Ci chodziło, lecz to też nieprawda co pisałem wyżej.

    Trzy – mógłbym napisać, że to Ty zarabiasz niegodnie, ale Ty strugasz Rudemu za free 😉

    Cztery – "ta co przegrała z Aśką"- jeszcze nie przegrała

    Pięć – "na starcie" – to Ci mózg odebrali rodzice.

    Lepsza od Aśki nie będzie, lecz wiele emocji nam przyniesie. Z taką buźką i ciałem to UFC wgra jej ten angielski jak na dysk,  niech jeszcze tylko wygra parę walk z takimi zawodniczkami jak Rose.

    Jesteś moim natchnieniem stary i jedynym powodem do szczerego hejtu :bayan:

  30. W życiu nie widziałeś tyle pieniędzy na oczy co dostała Karola za ostatnią walkę. Zapewne dałbyś sobie komin za taką kwotę przeczyścić(uwaga, to może być powód Twoich sarkastycznych komentarzy, bo to nie przez poczucie humoru piszesz takie banialuki tudzież farmazony),  więc nie pisz, że to nie są godne pieniądze. Dwa – zarabia "godnie" bijąc się, conajwyżej niegodziwe pieniądze, jeśli o to Ci chodziło, lecz to też nieprawda co pisałem wyżej.

    Trzy – mógłbym napisać, że to Ty zarabiasz niegodnie, ale Ty strugasz Rudemu za free 😉

    Cztery – "ta co przegrała z Aśką"- jeszcze nie przegrała

    Pięć – "na starcie" – to Ci mózg odebrali rodzice.

    Lepsza od Aśki nie będzie, lecz wiele emocji nam przyniesie. Z taką buźką i ciałem to UFC wgra jej ten angielski jak na dysk,  niech jeszcze tylko wygra parę walk z takimi zawodniczkami jak Rose.

    Jesteś moim natchnieniem stary i jedynym powodem do szczerego hejtu :bayan:

    ile dostała za ostatnio walke? :beer:

  31. ile dostała za ostatnio walke? :beer:

    Nie wiem,  napisałem tylko, że tyle na oczy nie widział. Nie obchodzi mnie to, sorry ziomek nie pomogę. Sprawdź sobie :beer: chyba,  że z komuni odłożył

  32. $38k  współczuję temu przychlastowi życia jak nie widział takich pieniędzy w życiu 🙂

    Conor nie ma serca, więc Ty nie możesz współczuć 🙂

  33. Jakiś czas temu popełniłem obrazoburczy tekst pod tytułem: “Dlaczego polskim fighterom nie należy się godziwa zapłata”. Publikacja wywołała spore poruszenie zarówno wśród czytelników jak i w szeroko rozumianej branży, a szczególnie pośród sponsorów i reklamodawców, którzy w prywatnych rozmowach komplementowali mnie stwierdzając, że “w końcu ktoś to głośno powiedział”. Piszę o tym nie dlatego, aby dodać sobie splendoru czy też połechtac własne ego – choć ego, rzecz ważna – a dlatego, żeby ukazać szerszy kontekst dzisiejszego artykułu. Poza tym część osób zarzuca mi, że zazwyczaj poruszam kwestie negatywne i krytykuję, rzadziej natomiast dostrzegam i podkreślam pozytywy. Niewątpliwie jest to prawdą. Częściej ganię, rzadziej chwalę. Wynika to z kilku przyczyn, ale mniejsza o powody, tak jest… i już. Żeby jednak nieco przełamać ową pesymistyczną regułę, postanowiłem, dla odmiany, napisać coś pozytywnego. No a że w polskim MMA dla stetryczałego pismaka nie ma godniejszego obiektu westchnień niż Joanna Jędrzejczyk, toteż wybór nie był trudny. A zatem – dlaczego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

    Przede wszystkim dlatego, że zna się na swoim fachu. Nie wydaje mi się bowiem, aby dało się odnieść sukces będąc jedynie ładnie umalowaną wydmuszką, dobrze prezentującą się przed kamerą. Zaistnieć – tak, osiągnąć sukces – powątpiewam. Sądzę, że do budowania zawodniczej (ale i każdej innej) marki niezbędna jest baza, fundament zapewniający podporę dla późniejszej medialnej konstrukcji. Inaczej uda się co najwyżej błysnąć i zgasnąć jak kometa. Rzecz jasna można w tym miejscu poddać w wątpliwość powyższe twierdzenie i podać przykład rodzimych celebrytów, którzy poza udzielaniem prostych odpowiedzi na nieskomplikowane pytania niewiele potrafią, lecz czy którykolwiek z nich odniósł faktyczny sukces? Czy którykolwiek z nich osiągnął, choćby tylko, stabilizację finansową? Ciągła pogoń za fleszami i czerwonymi dywanami, nawet w roli osób towarzyszących, w jakiej większość z nich uczestniczy, każe sceptycznie podejść do tego tematu.

    Mniejsza jednak o twarze z brukowców, bo MMA to inna para kaloszy. Mimo całej otoczki sportów walki, w swej istocie opierają się one na rywalizacji. I to zasadniczy powód blokujący awans tym, którzy chcieliby robić karierę tym świecie bez odpowiednich umiejętności. Nawet ostrożnym matchmakingiem i odpowiednio dobranymi rywalami nie da się przecież wiecznie zakłamywać rzeczywistości. Prędzej czy później ktoś powie “sprawdzam” i trzeba będzie stanąć pomiędzy linami naprzeciw Jose Aldo. Wówczas okaże się, czy zostaniemy zapamiętani jak Conor McGregor… czy będziemy Mariuszem Pudzianowskim, czy może Marcinem Najmanem. Zawodniczka z Olsztyna zajmuje się walką wręcz i jest w tym naprawdę dobra, ba! – jest najlepsza na świecie.  Mało tego. Joasia wspomniany wyżej fundament posiadała już wtedy, gdy dopiero rozpoczynała swoją przygodę z mieszanymi sztukami walki. Sześciokrotnego mistrzostwa świata muay thai nie zdobywa się za piękne oczy. Trzeba przelać wiele potu i łez, a także krwi, aby wywalczyć najwyższe trofeum w tym sporcie. Ale przecież powodzenie w jednej dyscyplinie wcale nie gwarantuje powodzenia w MMA, prawda? Tu przechodzimy do kolejnego punktu, będącego poszlaką w poszukiwaniu odpowiedzi na tytułowe pytanie.

    Podejście, charakter, zawziętość… ambicja. Jakkolwiek nie nazwiemy tej cechy naszej mistrzyni, sprawia ona, że Joanna stawia sobie najwyższe cele i poświęca wszystko, aby je zrealizować. Jest to niezwykle ważne a może nawet kluczowe. Iluż było zawodników kickboxingu czy innych sportów walki, którzy przejście do MMA potraktowali jak pomostówkę, kierując się zasadą “tak robić, żeby się nie narobić, a żeby zarobić.” U Joanny nie dało i nie da się zaobserwować takiego nastawienia. Gdy w muay thai osiągnęła wszystko co było do osiągnięcia, wybrała inny cel – wybrała wyższą górę. I zapragnęła wyjść na jej szczyt. Takie postawienie sprawy automatycznie ukierunkowuje dalsze poczynania i wymusza potraktowanie nowego rozdziału serio. Własnie tu upatruję przyczyn sukcesu Asi, bo o ile talent i pracowitość są czynnikami koniecznymi, to sam impuls do przekuwania tychże elementów w umiejętności bierze się – mówiąc kolokwialnie – z głowy. Lecz przecież i to nie wszystko. Psychika, talent, umiejętności, odpowiednia etyka pracy i nawet sportowa weryfikacja tychże nie zawsze przekładają się na powodzenie materialne. Nawet mistrzostwo UFC nie gwarantuje wspomnianej w tytule godziwej zapłaty.

    Same umiejętności nie zapewniają popularności, a bez odpowiedniej popularności nie można myśleć o wielkich pieniądzach. Potrzeba więc determinacji ale i wiedzy, by sukces sportowy zamienić w powodzenie marketingowe – a za nim w powodzenie materialne. W tym aspekcie Joasia deklasuje praktycznie wszystkich fighterów z Polski oraz wielu zza oceanu. Zaledwie dwa lata (sic!) od debiutu w największej organizacji świata wystarczyły, aby fighterka z Olsztyna rozwinęła skrzydła i stała się medialną osobowością. Poprawiony język angielski, bezbłędnie prowadzone media społecznościowe, przemyślany wizerunek i sprawny management sprawiły, że Aśka jest dziś jednym z najbardziej znanych zawodników sportów walki w naszym kraju. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę słowa Jacka Łosaka z naszej redakcji, który zawodowo zajmuje się monitoringiem mediów. Stwierdza on, że już teraz Jędrzejczyk w mediach głównego nurtu pojawiła się tak często jak Mamed Chalidow i nie jest wykluczonym, że do końca roku prześcignie ona lidera – Mariusza Pudzianowskiego. Mało tego! Łosak sugeruje, że kluczowy nie jest jednak całkowity zasięg a o szerokie spektrum mediów piszących o mistrzyni UFC. Jest to coś, czego nie udało się do tej pory osiągnąć żadnemu zawodnikowi w Polsce – łącznie z najbardziej znanymi fighterami KSW.

    Ten rok w mediach będzie bezapelacyjnie należał do Joanny Jędrzejczyk i chociaż pod względem liczby informacji może ona nie zająć pozycji lidera, na pewno pojawi się na jednym z czołowych miejsc, pośród największych gwiazd KSW. Co jednak ważne, Jędrzejczyk jako pierwsza zawodniczka w historii polskiego MMA dokonała czegoś, co wcześniej wydawało się być nieosiągalne. Sprawiła, że nie tylko pisało i mówiło się o niej dużo, ale również zaczęły ją dostrzegać media, które wcześniej ani słowem nie wspominały o MMA. Wywiady i materiały o niej w prasie kobiecej, czy szeroko pojętych pismach lifestylowych oraz jej twarz na okładkach, nie były czymś wyjątkowym i spowodowały, że Joanna niejako wyszła z niszy MMA, by trafić do znacznie szerszego grona odbiorców. Dodatkowo Jędrzejczyk spowodowała, że zaczęto znacznie więcej i lepiej mówić o UFC.  Organizacja ta przestała być odległą marką, o której wiedzą jedynie fani MMA, a stała się tym, o czym mówią sami zawodnicy, czyli ligą mistrzów w świecie mieszanych sztuk walki. 

    Widać więc jak na dłoni, że i to zagadnienia Joanna potraktowała całkowicie serio. Dbanie o wizerunek i obecność w mediach jest dla niej taką samą pracą jak sparingi, robienie wytrzymałości czy wreszcie sama walka. To rzadkość wśród sportowców, którzy cały czas są przekonani, że wystarczy osiągnąć sportowy szczyt a pieniądze oraz sława pojawią same. Nie pojawią. Nie w XXI wieku, w którym o uwagę widza konkurują setki dyscyplin sportowych, nie mówiąc już o innych komercyjnych przedsięwzięciach. By przebić się przez tę czapę należy wykazać wiele samozaparcia, trzeba też podejmować właściwe decyzje. Joasia wykazała się jednym i drugim, i za to również należy jej się owa godziwa zapłata – ale nie tylko za to.

    Joanna Jędrzejczyk zasłużyła na wszystko, co zdołała i zdoła jeszcze osiągnąć także tym, jaką jest zawodniczką, a nawet dalej. Zasłużyła tym, jaką jest osobą i co sobą reprezentuje. Zdaję sobie sprawę, że sportsmenka od dłuższego czasu jest krytykowana za to, że jest – rzekomo – sztuczna, zaczepna, że się wywyższa i że odstaje od stereotypowego mistrza sztuk walki, który powinien być skromnym i powinien odnosić się z szacunkiem do swoich przeciwników. Zdaję sobie sprawę z tych zarzutów, choć w żaden sposób nie zamierzam z nimi polemizować. Ja w owym stereotypie “prawdziwego mistrza” nie widzę bowiem skromności a bezpłciowość. W efekcie widzę zawodnika skromnego ale biednego – dorabiającego na bramce i z szacunkiem handlującego dragami w miejskich bramach. Tak, wiem. Zastępuję jeden stereotyp drugim, lecz chcę przez to pokazać, że często ów stereotyp, ów powszechnie czczony ideał wcale nie jest moralnie lepszy… często jest moralnie gorszy. Może nie jako zawodnik, bo przecież nie robi głupich min do kamery i nie ubliża przeciwnikowi, ale jako człowiek.

    Tymczasem patrząc na Joasię widzę osobę, która dzięki swojej determinacji dotarła na szczyt w muay thai. Osiągnęła mistrzostwo, które – z wielu względów – nie pozwoliło jej jednak zmonetyzować swoich umiejętności. Mimo tego ta drobna osóbka nie poddała się. Znalazła w sobie siłę aby zmienić dyscyplinę i uczyć się od nowa. Dalej. Postawiła sobie najwyższy cel i podobnie jak w poprzednim sporcie osiągnęła go. Zdobyła mistrzostwo UFC. Nie mam wątpliwości, że gdyby mój syn miał szukać idola w świecie sportu, to chciałbym, żeby był nim ktoś taki jak Joasia. Ktoś, kto odniósł sukces, kto wykazuje się odpowiednim charakterem, odpowiednią etyką pracy, kto nie da sobie w kaszę dmuchać. Mali zawistnicy, którzy nie osiągnęli choćby czwartej części tego, co osiągnęła Jędrzejczyk, a którzy z zazdrością patrzą na jej powodzenie, nie są według mojej opinii żadnym wzorem do naśladowania. Mniejsza jednak o moje preferencje.

    Nie jest to wszystkim co widzę, gdy spoglądam na Joannę Jędrzejczyk. Patrząc na nią widzę bowiem osobę, która cały czas się doskonali, która będąc na szczycie cały czas wyznacza sobie jeszcze bardziej odległe cele i konsekwentnie je realizuje. Widzę więc zawodniczkę, która nie spoczęła na laurach. Która nie boi się myśleć nieszablonowo, która podejmuje ryzyko. Przeprowadzka do USA i zmiana klubu jest tego najlepszym dowodem. Kto, będąc na miejscu Joasi, odważyłby się porzucić zwycięską drużynę i pójść w nieznane? Każdy? – odpowiecie? Naprawdę? Ja widzę zaledwie kilku fighterów w Polsce, którzy są na tyle zdeterminowani aby wyjechać na kilka miesięcy do klubów w USA i tam przygotowywać się do swoich pojedynków. Czy to nie powód do szacunku? Czy to nie powód do podziwu? I w końcu – czy to nie powód, dla którego Joannie Jędrzejczyk należy się godziwa zapłata?

    MONETYZACJA! Słowo klucz. Bardzo przyjemnie się czytało.

  34. Nie ma to jak się przypierdalać o angielski gdy Aśka na początku sama kaleczyła i to jeszcze wymowę, ale chuj – ważne, że jest powód żeby się przypierdolić, jakże typowe dla niektórych osób z tego bagna.

  35. Nie ma to jak się przypierdalać o angielski gdy Aśka na początku sama kaleczyła i to jeszcze wymowę, ale chuj – ważne, że jest powód żeby się przypierdolić, jakże typowe dla niektórych osób z tego bagna.

    Wyjątkowo często i chętnie lubisz się w tym bagienku(BŁOTKU) taplać Gracjan.

  36. Wyjątkowo często i chętnie lubisz się w tym bagienku(BŁOTKU) taplać Gracjan.

    Nigdy nic do Ciebie nie miałem i nie mam, ale zastanawiam się dlaczego w każdym poście używasz mojego imienia, nie jest jakieś niesamowicie piękne, nie jest również pięknym dopełnieniem zdania… Chcesz coś podkreślić ? Rozsławić moje imię ? Daruj sobie.

  37. Nigdy nic do Ciebie nie miałem i nie mam, ale zastanawiam się dlaczego w każdym poście używasz mojego imienia, nie jest jakieś niesamowicie piękne, nie jest również pięknym dopełnieniem zdania… Chcesz coś podkreślić ? Rozsławić moje imię ? Daruj sobie.

    To w końcu Gracjan czy Samotny Wilk. Zdecyduj się.

  38. To w końcu Gracjan czy Samotny Wilk. Zdecyduj się.

    Może być kurwa ptak z drzewa albo gołębi orzeł i chuj. Mam nick na forum to stosuj się do nicku… Chcesz mi mówić po imieniu to napisz do mnie na fejsie…

  39. Może być kurwa ptak z drzewa albo gołębi orzeł i chuj. Mam nick na forum to stosuj się do nicku… Chcesz mi mówić po imieniu to napisz do mnie na fejsie…

    Mam aby fanpage i nie mogę wysyłać prywatnych wiadomości. Ogólnie to jestem gwiazdą rapu i dorabiam na boku jako hejter ksw.

  40. Nigdy nic do Ciebie nie miałem i nie mam, ale zastanawiam się dlaczego w każdym poście używasz mojego imienia, nie jest jakieś niesamowicie piękne, nie jest również pięknym dopełnieniem zdania… Chcesz coś podkreślić ? Rozsławić moje imię ? Daruj sobie.

    To zagadka rozwiązana. Największy fan KSW to:

  41. Poprawiłem :kis:

    Nie wiem czy to zasługa późnej pory czy męczącego dnia, ale prychłem beką srogo z Twojej poprawki Kaczkens. Dzięki za poprawę humoru :DC:

  42. Żeby jednak nieco przełamać ową pesymistyczną regułę, postanowiłem, dla odmiany, napisać coś pozytywnego

    Na tym zdaniu skończyłem czytać. Nie o takiego Jakuba B. walczyliśmy!!!

  43. Tak jak cenie sobie Twoje felietony @Jakub Bijan, tak tak ten uwazam za zbyteczny. Kazdy trzezwo myslacy przyzna, ze Asi duza forsa zwyczajnie sie nalezy, a dla tych ktorych trzeba do tego przekonywac zwyczajnie szkoda czasu 😉

  44. Kazdy trzezwo myslacy przyzna, ze Asi duza forsa zwyczajnie sie nalezy, a dla tych ktorych trzeba do tego przekonywac chuj do dupy 😉

    Poprawiłem. :śmiech:

  45. Nigdy nic do Ciebie nie miałem i nie mam, ale zastanawiam się dlaczego w każdym poście używasz mojego imienia, nie jest jakieś niesamowicie piękne, nie jest również pięknym dopełnieni:werdum:em zdania… Chcesz coś podkreślić ? Rozsławić moje imię ? Daruj sobie.

    Gracjan jest tylko jeden