Profile: Chuck Liddell

-1

Zgodnie z obietnicą zwycięzca profilowego mikrokonkursu – użytkownik mmat – miał prawo wyboru kolejnego zawodnika do tytułowego działu.
Jego wybór padł na tego, który widnieje w tytule, czyli Chucka „The Iceman” Liddella
Zapraszam zatem do środka.

Chuck David Liddell urodził się 17 grudnia 1969 roku w Santa Barbara. Trening sportów walki rozpoczął w wieku dwunastu lat. Pierwszą dyscypliną, którą zaczął uprawiać było koei-kan karate (tatuaż na głowie Liddella oznacza właśnie koei-kan). W koledżu Chuck rozpoczął trening zapasów i należał nawet do dywizji pierwszej w tym sporcie. Oprócz karate i zapasów, Liddell trenował także kick-boxing, w którym legitymuje się profesjonalnym rekordem w postaci 20-tu wygranych (z czego aż 16 przed czasem) i zaledwie dwóch porażek.

„Iceman” przygodę z MMA zaczął w czasach, kiedy zawodnik z zerowym dorobkiem mógł jeszcze pozwolić sobie na debiut w UFC. 15 maja 1998 roku Chuck zadebiutował w organizacji, która w przyszłości miała stać się największym potentatem na rynku mieszanych sztuk walki. W swym debiucie (podczas siedemnastej gali UFC) pokonał decyzją Noe Hernandeza.

Kolejna walkę Liddell stoczył podczas IVC 6 – The Challange, gdzie wygrał (decyzja) z Jose Landi-Jonsem. Podczas następnego pojedynku w UFC (UFC 19, 05.03.1999 r.) Chuck zaliczył swoją pierwszą porażkę. Doświadczony Jeremy Horn już pierwszej rundzie założył „Icemanowi” szczelny trójkąt rękoma, którym zmusza go do odklepania.

Po tej porażce Liddell walczył w najróżniejszych organizacjach m.in. NG i IFC, zaliczył nawet epizod w PRIDE, gdzie pokonał przez nokaut w pierwszej rundzie Guya Mezgera – jednak są to tylko pojedyncze występy przeplatające walki dla UFC. Od porażki z Hornem Chuck notuje dziesięć wygranych walk z rzędu – pokonuje m.in. Jeffa Monsona, Kevina Randlemana, Murilo Bustamante, Amara Suloeva, Vitora Belforta i Renato Sobrala. Ta passa owocuje pojedynkiem o tymczasowy pas wagi półciężkiej z Randym Couturem, który odbył się 6-go czerwca 2003 roku. Niestety doświadczony zapaśnik okazał się tego wieczora lepszy i w trzeciej rundzie zmusił sędziego do interwencji i przerwania walki.

W sierpniu tego samego roku Liddell został oddelegowany przez władze UFC do Japonii, aby tam – powracając do PRIDE – podczas turnieju w kategorii wagowej do 205 funtów, bronił honoru UFC.
Nadzieje szefostwa Zuffy na łatwe zwycięstwo spadochroniarza UFC szybko jednak zniknęły, kiedy już w pierwszej rundzie Grand Prix Alistair Overeem niespodziewanie sprawił sporo kłopotów Liddellowi. Ostatecznie Chuck zachował zimną krew i w czwartej minucie czysto trafił holendra, posyłając go na deski. Druga runda GP (09. 11. 2003) definitywnie przekreśliła szanse na zabranie pasa Grand Prix do Stanów. Quinton Jackson zdemolował „Lodziarza” ciosami na głowę Chucka, co przekonało narożnik Chucka, aby rzucić ręcznik i poddać swego podopiecznego.

Po tej przegranej Liddell nigdy już nie opuścił UFC, a władze Ultimate Fighting Championship nigdy nie zdecydowały się na podobny „eksperyment”.

Porażka z Jacksonem poniekąd dodała skrzydeł „Icemanowi”, który w pierwszym pojedynku po powrocie do oktagonu (02.04.2004) już w drugiej rundzie znokautował Tito Ortiza. Kilka miesięcy później, w pierwszej pięciominutówce, posłał do krainy snów Verrnona White’a, czym wywalczył sobie prawo do kolejnego title shoota.

Zanim jednak rewanżowe starcie pomiędzy Liddellem a Couturem wyłonić miało mistrza wagi półciężkiej, obaj zawodnicy wybrani zostali do roli trenerów w eksperymentalnej odsłonie reality show, które – jak się później okazało – odniosło ogromny sukces i odmieniło losy UFC. Pierwszy sezon The Ultimate Fightera zadebiutował na ekranach Spike TV 17 stycznia 2005. Program (w którym udział brali zawodnicy z dwóch kategorii wagowych – średniej i półciężkiej) wygrali fighterzy drużyny Liddella – Diego Sanchez oraz Forest Griffin.

Do walki trenerów doszło podczas UFC 52. „Iceman” bardzo szybko uświadomił Couture’owi, że od ich pierwszego pojedynku to on zrobił większe postępy i skończył pojedynek nokautem w pierwszej rundzie. Pas mistrzowski został założony na biodra Chucka Liddella.

Od tego momentu „Lodziarz” wydawał się być nie do zatrzymania. Zaliczył cztery udane obrony tytuły pod rząd – wszystkie zwyciężył przed czasem przez nokaut bądź techniczny nokaut. Z kwitkiem odprawił: Jeremy’ego Horna (rewanż za porażkę z UFC 19), Randy’ego Couture’a (zamykając trylogię Liddell vs. Couture z wynikiem 2:1) oraz Renato Sobrala (drugi raz) i Tito Ortiza (podczas tej gali Chuck ustanowił wieloletni rekord sprzedanych subskrypcji w historii UFC na liczbę 1.05 mln sprzedanych PPV – UFC 66).

Kiedy UFC wykupiła organizację WFA, a wraz z nią – pogromcę Liddella – Quintona Jacksona, Joe Silva (matchmker UFC) już po pierwszej walce w organizacji (wygrana z Marvinem Estamanem podczas UFC 67) dał Jacksonowi prawo walki o tytuł.

Do rewanżu pomiędzy Chuckiem a Quintonem dochodzi na UFC 71 (26 maja 2007). Pojedynek zakończył się najgorzej jak mógł dla „Icemana”. Liddell został bardzo ciężko znokautowany, stracił tytuł i – jak się później okaże – wypadł na stałe z walki o najwyższą stawkę. Jeszcze w tym samym roku Amerykanin powrócił do oktagonu dwukrotnie – najpierw przegrał przez decyzję z Kithem Jardinem, a następnie dostał superwalkę z gwiazdą nieistniejącego już wówczas PRIDE – Wanderleiem Silvą.

W czasach kiedy Liddell rozdawał karty w kategorii do 205 funtów w Stanach, taką samą funkcję w Japonii pełnił „The Axe Murderer”. Według wielu fanów do tego „megastarcia” powinno dojść już za czasów pamiętnego Grand Prix z 2003 roku, jednak wtedy Jackson pokrzyżował wszystkim szyki.

W 2007 roku, kiedy obaj zawodnicy utracili posiadane przez wiele lat pasy, pojedynek ten wydawał się mocno spóźniony, jednak ciągle dla większości hardcorowych fanów był jednym z tych starć, do którego po prostu musiało dojść.

29-go grudnia, po świetnej i wyrównanej walce, z oktagonu z tarczą wyszedł Amerykanin, co upewniło Dane White’a (prezydent UFC) do tego, iż Liddell jest gotowy do odzyskania pasa. Kiedy 6-go września 2008 naprzeciw siebie w oktagonie stanęli Chuck „Iceman” Liddell i zwycięzca drugiej edycji TUF-a – niepokonany Rashad „Sugar” Evans – organizacja miała już gotowe umowy na walkę Liddell vs. Griffin o pas mistrzowski (Forrest odebrał tytuł „Rampagowi”), brakowało nań tylko podpisów obu zainteresowanych. UFC było niemal pewne zwycięstwa ich pupila, a w wyobraźni migotała im zapewne wizja setek tysięcy sprzedanych PPV na to starcie.
Miny White’a, kiedy w drugiej rundzie Rashad brutalnie znokautował Liddella, najzwyczajniej w świecie nie można zapomnieć. Plany organizacji zostały całkowicie rozbite, a kariera Chucka stanęła pod znakiem zapytania.

Siedem miesięcy później Liddell stanął do walki z gwiazdą PRIDE – będącym od upadku japońskiej organizacji w słabej dyspozycji Mauricio „Szogunem” Ruą. Niestety i ten test „Iceman” oblał. Chuck, który w tej walce był cieniem siebie samego sprzed kilku lat, przegrał przez TKO w pierwszej rundzie.

Prezydent UFC w wielu wywiadach dał do zrozumienia, że miejsce niemal czterdziestoletniego „Icemana” jest na zawodniczej emeryturze. Sam Liddell nie chce jednak zakończyć kariery, postanowił zrobić sobie przerwę, co – jak twierdzi – pomoże mu odpowiedzieć na pytanie: „czy dalej chcę walczyć?”.

Odpowiedź na to pytanie najwyraźniej była twierdząca, gdyż Dana White podczas transmisji finału dziesiątej edycji The Ultimate Fightera ogłosił, iż trenerami kolejnego cyklu mają być Tito Ortiz i… Chuck Liddell. Pewne jest zatem to, że po zakończeniu emisji TUF 11 (program w Spike TV rusza 31 marca) trylogia Liddell vs. Ortiz będzie miała swój finał. Czy zakończy się wynikiem 3:0? Dowiemy się wkrótce.

 

MMAStore-at-MMARocks_Akcesoria02
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułRampage w reklamie Nike
Następny artykułESPN: MMA Live
Editor-in-chief | Chief Financial Officer of MMAROCKS. Columnist. Does not avoid political topics. Radical for Capitalism.