Profile: B.J. Penn

-1

Jay Dee Penn (bo tak brzmi pełne nazwisko B.J.) urodził się 13 grudnia 1978 roku w Kailua (Hawaje). Pseudonim „B.J.” to skrót od „Baby Jay” ‚mały Jay’). Tak w dzieciństwie nazywali go starsi bracia.
W wieku siedemnastu lat B.J. zaczął trenować brazylijskie jiu-jitsu, a w 1997 roku rozpoczął trening pod okiem Ralpha Gracie. Penn stał się szerzej znany kiedy w 2000 roku jako pierwszy nie-Brazylijczyk (sic!) zwyciężył Mundial BJJ (mistrzostwa świata brazylijskiego jiu-jitsu, jednocześnie najbardziej prestiżowa impreza w tym sporcie) w kategorii czarnych pasów!

Hawajczyk swą pierwszą walkę w MMA stoczył w maju 2001 roku podczas UFC 31: Locked & Loaded, zwyciężając już w pierwszej rundzie Joeya Gilberta przez TKO. Na kolejne zwycięstwo nie trzeba było długo czekać, bo już miesiąc później (UFC 32) wygrywa z Din Thomasem (również TKO w pierwszej rundzie). Kolejna walka Penna zakończyła się szybkim KO (już w 11 sekundzie) zaserwowanym Caolo Uno i otworzyła mu szansę walki o tytuł.
Po pięciorundowej batalii z Jensem Pulverem sędziowie zadecydowali (większościowa decyzja), że pas nie zmieni właściciela, w efekcie czego Penn przegrał swoją pierwszą walkę, a jednocześnie pierwszy pojedynek o pas.
Kiedy Pulver w 2003 roku opuścił UFC zrzekając się tym samym tytułu, B.J. po raz drugi zmierzył się z Caolo Uno, a stawką był wakujący pas wagi lekkiej. Walka zakończyła się remisem, po którym Penn rozstał się z UFC.
W październiku tego samego roku na gali Rumble Of The Rock 4 Penn poddaje przez RNC Takanoriego Gomiego – przyszłego mistrza wagi lekkiej i jednocześnie supergwiazdę PRIDE FC.

„The Prodigy” – bo taki przydomek nosi Penn, powrócił do oktagonu już w 2004 roku, zmienił kategorię wagową i stanął do walki z Mattem Hughesem (ówczesnym mistrzem wagi półśredniej). Hughes w tamtym czasie bronił tytułu pięć razy i w samej wadze półśredniej nie było już żadnego zawodnika, który mógłby realnie mu zagrozić. Ku zaskoczeniu wszystkich, Penn już pod koniec pierwszej rundy zmusza Matta do odklepania zakładając szczelne RNC! Wkrótce po zwycięstwie nad Hughesem, B.J. podpisuje kontrakt z K-1, w wyniku czego UFC natychmiastowo pozbawia go tytułu.
„The Prodigy” w Japonii zwycięża Duane Ludwiga w wadze półśredniej, po czym przechodzi kategorię wyżej (średnia) by zmierzyć się z niepokonanym Rodrigo Gracie, z którym wygrywa jednogłośną decyzją sędziowską.
W marcu 2005 roku, podczas pierwszej gali K-1 Hero’s Penn odnotowuje swoja drugą w karierze porażkę, tym razem Lyoto Machidą (późniejszym mistrzem wagi półcieżkiej UFC i jednocześnie jednym z najlepszych zawodnikiem P4P tego sportu). Co ciekawe, B.J. zaczynający swą przygodę z MMA od wagi lekkiej (do 155 funtów) „zawędrował” aż do wagi półciężkiej (do 205 funtów), gdzie co prawda przegrał z Brazylijczykiem, jednak zdołał nawiązać wyrównaną walkę, a starcie zakończyło się decyzją sędziowską. Po tej porażce Hawajczyk powrócił do wagi średniej i pokonał kolejnego członka rodziny Gracie – Renzo.

W 2006 roku UFC ogłosiło, że B.J. powraca do oktagonu, by na pięćdziesiątej ósmej gali zmierzyć się z Georges St. Pierre’em w walce, która wyłoni przeciwnika dla mistrza wagi półśredniej – Mattem Hughesem. Po zaciętej i wyrównanej walce dwóch sędziów przyznało zwycięstwo „GSP”, natomiast jeden jako zwycięzcę widziało Penna. Pojedynek był bardzo wyrównany, „Rush” prezentował się bardziej agresywnie, ciągle nacierał (czy to ciosami, czy próbami obaleń), natomiast Penn trafiał zdecydowanie celniej i mocniej. Po walce B.J. był niemal nienaruszony, podczas gdy twarz St. Pierre’a była mocno rozbita. Tak czy inaczej sędziowie przyznali zwycięstwo Kanadyjczykowi i to on miał zmierzyć się z Hughesem. Podczas przygotowań do walki St. Pierre doznał jednak kontuzji, w wyniku której został zmuszony do wycofania się z pojedynku. UFC zdecydowało, iż zamiast niego do walki stanie B.J. Pojedynek odbył się na UFC 63: Hughes vs. Penn, pierwsze dwie rundy należały do Penna, który kontrolował walkę. Pod koniec drugiej rundy Hughes zdobył jednak plecy Baby Jeya, a w trzeciej rundzie całkowicie zapanował nad sytuacją. Penn był zdecydowanie słabszy niż w dwóch pierwszych rundach, Matt cały czas nacierał a ground and pound zadane pod koniec trzeciej minuty zmusiły sędziego do interwencji. Jak się później okazało słabsza postawa Penna nie wynikała ze złego przygotowania kondycyjnego, a z kontuzji żebra (jeśli wierzyć temu co mówi obóz Penna), jakiej nabawił się podczas walki.

W kwietniu 2007 roku B.J. występuje w roli trenera w piątej edycji The Ultimate Fighter, by po zakończeniu serii stanąć do rewanżowej walki z drugim trenerem – Jensem Pulverem. Tym razem Pulver nie mógł za wiele zrobić i nie dotrwał nawet do końca regulaminowego czasu walki – już w drugiej rundzie musiał odklepać w wyniku założonego duszenia zza pleców.
Po zwycięstwie nad Pulverem, Dana White ogłasza, iż Penn zostaje w wadze lekkiej i zmierzy się z Seanem Sherkiem o tytuł mistrza tejże kategorii. Sprawy skomplikowały się kiedy po walce z Hermesem Francą na UFC 73 u Seana wykryto nielegalne środki dopingujące i CSAC (komisja do spraw sportu stanu Kalifornia) zawiesiła go na rok. Później w wyniku apelacji zmniejszono zawieszenie do 6 miesięcy. UFC zdecydowało się na wprowadzenie tymczasowego tytułu mistrza wagi lekkiej, o który walczyć miał Penn oraz Joe Stevenson, a zwycięzca pojedynku miał zmierzyć się z Sherkiem (po upływie okresu zawieszenia) w walce unifikacyjnej. Na krótko przed walką UFC zdecydowało jednak pozbawić Sherka tytułu i stawką walki stał się faktyczny pas mistrza wagi lekkiej. Do starcia doszło 19 stycznia 2008 na UFC 80: Rapid Fire. Pojedynek ze Stevensonem to doskonały przykład różnicy klas miedzy tymi zawodnikami. Joe nie był w stanie zrobić kompletnie nic i był zdany na łaskę B.J., który w drugiej rundzie założył swą koronną technikę (Rear Naked Choke) i zwyciężył przez poddanie.
Po zdobyciu tytułu przyszła pora na potwierdzenie swego mistrzostwa, czyli na walkę z byłym właścicielem pasa – Seanem Sherkiem. Pojedynek ten doszedł do skutku na UFC 84 (24.05.08), a B.J. niemal wykopnął oponenta z oktagonu, potwierdzając swą supremację. Dwie pierwsze rundy „Prodigy” punktował przeciwnika krótkimi prostymi, a w trzeciej rundzie – po dostrzeżeniu luki w gardzie Amerykanina – zaatakował prawym podbródkowym, po którym ogłuszony Sherk odbił się od ściany oktagonu, aby ułamek sekundy później nadziać się wprost na efektowne kolano Hawajczyka, który zmusił sędziego do przerywania walki.
Tak zdecydowanym zwycięstwem nad byłym mistrzem wagi lekkiej Penn udowodnił, że w tej dywizji liczy się on, później długo, długo, nikt – a dopiero potem reszta zawodników. Dlatego kolejna walka Penna miała miejsce w kategorii półśredniej. Było to rewanżowe starcie z mistrzem tej kategorii – Georges St. Pierrem. Do walki dochodzi 31.01.2009 roku, i jest ona prawdziwym medialnym hitem. Przygotowany na potrzeby starcia trzyczęściowy countdown (UFC Prime Time) wzmaga apetyty na nieziemski pojedynek dwóch czołowych P4P, jak nic do tej pory.
Niestety, sama walka nie sprostała oczekiwaniom. Penn został całkowicie zdominowany przez St. Pierre’a. Skuteczny plan walki – polegający na unikaniu stójki i zamęczeniu B.J.’a zapaśniczym klinczem, następnie obalanie go i rozbijanie na ziemi – odniósł pełen sukces. Większy i silniejszy Kanadyjczyk tak bardzo zmęczył Penna, że jego obóz zmuszony był poddać walkę, zanim zabrzmiał gong rozpoczynający czwarta rundę.

Na domiar złego, po walce wynikły spore kontrowersje, gdyż  jeden z członków komisji zauważył (i w porę zareagował), iż narożnik „GSP” w rundzie drugiej po nałożeniu wazeliny na twarz zawodnika nie wyciera rąk, lecz od razu masuje ramiona Kanadyjczyka.
Penn najpierw na swoim facebooku oświadczył, że taka ilość wazeliny (w dodatku wytarta przez członka komisji zaraz po zauważeniu incydentu) absolutnie nie miała wpływu na przebieg walki, bo Georges był tego wieczoru po prostu lepszy. Wpis szybko jednak zniknął z konta Hawajczyka, a jego obóz wniósł oficjalne oskarżenie przeciwko „GSP”, domagając się unieważnienia walki i kar tak dla zawodnika, jak i ludzi będących podczas pamiętnej walki w jego narożniku. Cały proces przemienił się w farsę, na której B.J. wiele stracił w oczach fanów. Ostatecznie komisja nie zmieniła werdyktu i Penn musiał uznać (przynajmniej formalnie) faktyczną wyższość Kanadyjczyka.

Do oktagonu Penn powraca na UFC 101, by bronić swego pasa wagi lekkiej przeciwko Kenny’em Florianowi. Oczywiście była to tylko formalność, a założone w czwartej rundzie RNC (jakże by inaczej!) potwierdza znakomitą dyspozycje Hawajczyka. Kolejna, i jak na razie ostatnia walka B.J. miała miejsce 12.12.2009 podczas UFC 107, gdzie Diego Sanchez bez powodzenia próbował zdjąć mu z bioder pas mistrzowski najlżejszej kategorii UFC. Już w pierwszej rundzie Penn znakomitymi kontrami aż trzykrotnie posyła Diego na deski, a do końca walki całkowicie prowadzi, osiągając niebotyczna statystykę (150) celnych ciosów – przy 8 celnych uderzeniach rywala! W ostatniej rundzie Penn – chyba po raz pierwszy w karierze – uderzył wysokim kopnięciem, które doszło celu i spowodowało bardzo głębokie rozcięcie na głowie Sancheza. Lekarz przerywał walkę, ogłaszając techniczny nokaut.
Tak zdecydowane zwycięstwo nad – chyba jak na razie – ostatnim zdecydowanym pretendentem do tronu wagi lekkiej sprawiło, że wielu fanów chce zobaczyć kolejną wyprawę B.J. wagę wyżej i trzecie starcie z Georges St. Pierrem. Kto wie, może w niedalekiej przyszłości zobaczymy finał tej, jakże ciekawej trylogii.

Co sprawia, że cutman rywali ma zawsze dużo pracy po każdej rundzie?
Prosty! nie inaczej. Doskonałe umiejętności walki w stójce to atut, którego nie może ominąć żaden przeciwnik B.J. Świetny technicznie boks, doskonała praca nóg i nokautujące uderzenie, w połączeniu z niewiarygodnym timingiem i granitową szczęką, dają fenomenalne rezultaty. Każdy, kto widział walkę z Diego, wie o co chodzi. Badanie przeciwnika, lekkie proste, unik, lekkie proste… BUM! – albo rywal leży już na deskach, a B.J. atakuje przez ground and pound, albo cutman uderzanego, po zakończeniu rundy, będzie miał sporo pracy. Co jest charakterystyczne dla stójki „The Prodigy” (zresztą tyczy się to nie tylko stójki), to wykorzystywanie każdej okazji. On nie czai się na jedną akcję, nie czeka aż uda mu się skontrować, wejść w klincz by zdewastować rywala kolanami, czy też zakończyć walkę w jakikolwiek inny sposób. Jeśli nadarzy się okazja do klinczu – klinczuje, jeśli zaś przeciwnik, uderzając, pozostawi miejsce na kontrę – kontruje. Ot, cała filozofia, jednak, aby móc walczyć w taki sposób trzeba być przygotowanym na każdą możliwość, a to już nie takie proste.

Obrona przed obaleniami – czyli dlaczego on jeszcze stoi na nogach?
Ilekroć zastanawiam się nad tym jak powinna wyglądać doskonała obrona przed sprowadzeniami do parteru, za każdym razem przed oczyma pojawia się Penn skaczący na jednej nodze, podczas gdy jego rywal stara się go obalić. Perfekcyjny balans sprawia, że B.J. nie tylko sprawnie broni się przed obaleniami, ale także potrafi w międzyczasie zadać kilka celnych uderzeń, które może i nie znokautują przeciwnika, ale na pewno odbiorą mu nieco pewności siebie.

Co sprawia, że RNC można założyć każdemu?
Parter – tutaj nie można przecenić umiejętności Penna. Zwycięstwo w Mundialu po zaledwie kilku latach treningu BJJ mówi samo przez się, a splendoru temu wydarzeniu dodaje fakt, iż Penn jest pierwszym zawodnikiem spoza Brazylii, który tego dokonał (do dziś to osiągnięcie powtórzył jedynie Rafael Lovato Jr.)! Nie ważne czy walczy z góry, czy z dołu, zawsze robi to maksymalnie skutecznie. Z pleców uniemożliwia rywalom zrobienie czegokolwiek (najlepsza na świecie gumowa garda), przetacza i atakuje g’n’p. Jeśli i to nie rozstrzygnie walki, ponownie zmienia pozycję i próbuje kolejny raz. Ciągły ruch, ciągła zmiana, aż przeciwnik nie popełni błędu. Niezwykle aktywny parter plus uderzenia demolujące przeciwnika (spójrzcie na walkę ze Stevensonem) to równanie, którego wynikiem musi być poddanie bądź TKO. Jeśli już jesteśmy przy uderzeniach w parterze, Penn w swym asortymencie ma nie tylko klasyczne uderzenia pięściami, łokciami i młotkami, ale także nieco bardziej wykwintne „specjały”, jak uderzenia barkiem i przedramieniem. Niezwykle ciekawe połączenie!

 Dalszy ciąg profilu

Następna obrona pasa miała miejsce w Abu Dhabi. 10 kwietnia 2010 na pierwszym w historii UFC pod gołym niebem Penn stanął naprzeciw dużo mniejszego, ale niezwykle szybkiego i dynamicznego Frankiego Edgara. Po pięciorundowej walce, w której niemal wszyscy typowali zwycięstwo Hawajczyka, sędziowie w składzie – warto zapamiętać szczególnie pierwszych dwóch: Doug Crosby, Andy Roberts i Sal D’Amato jednogłośnie orzekli wygraną Amerykanina. Werdykt był co najmniej dyskusyjny, jednak Penn od razu po gali nie miał żadnych pretensji, mimo iż tym razem powinien wnieść sprzeciw. W mediach rozgorzała dyskusja i Dana White zestawił natychmiastowy rewanż obu zawodników na UFC 118: Edgar vs. Penn 2. W drugim pojedynku obu zawodników obyło się bez kontrowersji. Wszyscy sędziowie słusznie wypunktowali 50-45 dla dotychczasowego mistrza – Frankiego Edgara. Po tej walce wiele osób zastanawiało się, czy sposób przygotowań B.J.’a i jego motywacja do kolejnych pojedynków przestały funkcjonować na najwyższym poziomie.

Cztery miesiące później UFC postanowiło zestawić trzeci pojedynek między Pennem a Mattem Hughesem. Dotychczasowy wynik 1:1 (Penn wygrał na UFC 46, Hughes na UFC 63). B.J. bardzo szybko rozstrzygnął tę trylogię na swoją korzyść. W 21 sekundzie powalił Matta prawym sierpowym i zasypał zamroczonego rywala gradem ciosów na ziemi. Ta wygrana dała Hawajczykowi nie tylko bonus za nokaut wieczory gali UFC 123, ale również miejsce w eliminatorze do pasa wagi półśredniej.

Owy pojedynek odbył się w 27 lutego 2011 roku. UFC 127 było niezwykłą galą. Oprócz nieoczekiwanego rozstrzygnięcia walki wieczoru – B.J. Penn vs. Jon Fitch, na gali zadebiutował nasz rodak – Maciej Jewtuszko! Po trzech rundach starcia przepełnionego emocjami: przetoczenia, próby duszenia, grad ciosów z dosiadu itd., padł zaskakujący remis. Tym samym pomysł, aby zestawić wygranego z tej walki z GSP upadł z wiadomych względów.

Pod koniec roku 2011 (30.10) B.J. przywitał w oktagonie zawodnika, który poza UFC spędził prawie pięć lat. Nick Diaz – bo o nim mowa – zachował się bardzo „nieelegancko” i pokonał na punkty przyjmującego go Hawajczyka po 3 rundach walki, której przebieg widocznie odbił się na twarzach obu zawodników. Penn mocno zmęczony i wyraźnie przybity zapowiedział po pojedynku, że był to jego ostatni występ w MMA.

Jak to zwykle bywa w sportach walki – kiedy emocje ochłoną – zawodnik, który zapowiedział koniec kariery, często zmienia swoje zdanie. 6 sierpnia 2012 roku UFC ogłosiło, iż B.J. Penn przyjął wyzwanie rzucone mu przez młodego Kanadyjczyka – Rory’ego MacDonalda – i zmierzy się z nim. Pojedynek odbył się na UFC on Fox: Henderson vs Diaz. 23-latek z Montrealu nie okazał byłemu mistrzowi dwóch kategorii żadnej pokory i zdominował Penna w stójce – tej płaszczyźnie, która była zawsze wizytówką Hawajczyka. MacDonald uderzał zarówno na głowę, jak i na korpus, dużo kopał – co niemal przyniosło mu zwycięstwo przed czasem, kiedy w drugiej rundzie mocno zranił B.J.’a kopnięciem na korpus. Były mistrz przetrzymał jednak napór i dokończył walkę, lecz raczej nie będzie to miłe wspomnienie. Kanadyjczyk wygrał walkę poprzez decyzję (2×30-26; 30-27).

Na konferencji po tej gali prezydent UFC – Dana White – sam zasugerował, że B.J. powinien już zakończyć karierę. Jak na razie Hawajczyk skorzystał z tej podpowiedzi i nie walczył od przegranej z MacDonaldem oraz nie ma zabukowanej żadnej walki.

Autor „dalszego ciągu”: Shutruk

____________
Wszystkie walki karty głównej UFC, największej organizacji MMA na świecie – oglądaj na żywo tylko na antenie Extreme Sports Channel.
MMAStore-at-MMARocks_MMA02
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułObóz MuayThai i K-1 z Pawłem Słowińskim!
Następny artykułCR 27: Piotr Kuśmierz vs. Stav Economou
Współzałożyciel MMARocks i redaktor naczelny. Publicysta. Poza przelewaniem myśli na papier i organizacją pracy redakcji, w MMARocks zajmuje się także finanso-prawną stroną funkcjonowania portalu. Oprócz MMA komentuje również wydarzenia polityczno-ekonomiczne, m.in. dla PAFERE.