MMA Ju-Jitsu Bytom Team

Kolejny profil trafia dzisiaj do naszej Bazy Klubów, wszystko na temat MMA Ju-Jitsu Bytom Team oraz wywiad z głównym trenerem – Grzegorzem Skibniewskim znajdziecie tutaj lub po rozwinięciu zakładki Kluby. Zapraszamy do lektury!

Jak obiecaliśmy wcześniej, tournee po śląskich klubach trwa – w marcu ponownie gościliśmy w Bytomiu, a owocem wizyty jest obszerny materiał o kolejnym teamie z południowej Polski. Z ogromną przyjemnością dodajemy oficjalnie do naszej Bazy Klubów MMA Ju-Jitsu Bytom Team – jeden z najstarszych klubów MMA w regionie prowadzony przez  trenera Grzegorza Skibniewskiego, którego osoba od wielu lat związana jest z krzewieniem kultury fizycznej na Górnym Śląsku, ciężką pracą dydaktyczną z młodzieżą i popularyzacją sztuk walki. Pan Grzegorz stworzył naprawdę specyficzną, bardzo ciepłą atmosferę, dzięki czemu na treningi przychodzi naprawdę mnóstwo osób i właśnie w jego teamie pojawiają się coraz to nowi zawodnicy wszechstylowej walki wręcz. Naturalnie oprócz sukcesów zawodniczych na polu amatorskim, jak i zawodowym, na pierwszym miejscu pojawia się oczywiście sukces wychowawczy. Przychodząca do sekcji młodzież pochodzi z naprawdę różnych środowisk i to właśnie dzięki popularnemu Sensei’owi wielu Chłopaków wyszło z mniejszych lub większych tarapatów, a Pan Grzegorz należy do nielicznych już dzisiaj osób na których pomoc młodzi adepci zawsze mogą  liczyć.

Oprócz tego Grzegorz Skibniewski od wielu lat występuje na arenach mieszanych sztuk walki w roli sędziego ringowego. Sędziował na takich galach jak: przecierające szlak Colosseum, rzeszowskie Fight On The East, dąbrowskie IFF: Odwieczna Walka, śląskie MMA Challengers czy wchodzące mocnym ciosem MMA Attack, z resztą w tej ostatniej federacji piastuje obecnie stanowisko sędziego głównego i jest odpowiedzialny za zasady i regulaminy. Poniżej znajdziecie troszkę informacji na temat samego klubu, a także ciekawe wspomnienia trenera o początkach MMA na Śląsku. Enjoy!

Bez dwóch zdań możemy powiedzieć, że opisywany tutaj klub należy do najstarszych sekcji wszechstylowej walki wręcz w Polsce, a na pewno najstarszych w regionie. Właściwie istniejący pod dzisiejszą nazwą MMA Ju-Jitsu Bytom Team powstał oficjalnie z inicjatywy instruktorów: wspominanego wyżej Grzegorza Skibniewskiego i trenera Jacka Włodarczyka w 1993 roku jako Bytomski Klub Aikido, a zajęcia prowadzone były w oparciu o techniki z tej dyscypliny. Jednak z uwagi na trudności w realnym zastosowaniu formuł Aikido, po spotkaniu na jednym z obozów (w 1998 roku) mistrza JJ – Rosjanina Taira Narimanova podjęto decyzję o wprowadzeniu treningów prostszego i równie skutecznego Ju-Jitsu. Tak więc dopiero po pięciu latach sekcja Aikido przekształciła się w Bytomski Klub Ju-Jitsu, który wkrótce dołączył do Polskiego Związku Ju-Jitsu. Po pierwszych szlifach parteru automatycznie w sekcji rozpoczęto treningi przekrojowe, dołączając do technik grapplerskich współpracę z lokalnymi sekcjami boksu, judo i zapasów. Wszystko to doprowadziło do powstania teamu w obecnej formie i pod obecną nazwą – MMA Ju-Jitsu Bytom Team, gdzie zakres technik i metodyka treningów podporządkowana jest skuteczności i możliwości konfrontacji w najbardziej wszechstronnej formule walki jaką są mieszane sztuki walki. Motto z FB: ciężka robota i dużo sparingów – równocześnie z tradycyjnymi zajęciami mają miejsce liczne seminaria, obozy i szkolenia, a osoby z żyłką zawodniczą mogą startować na zawodach i w turniejach. Na dzień dzisiejszy członkowie teamu z dawnego miasta kopalń i hut boksują z trenerami wysoko notowanego w wadze junior średniej Damiana Jonaka (Boks 32-0-1, 21 KO): byłym trenerem kadry narodowej Juniorów Panem Markiem Okroskowiczem i jakże zasłużonym dla polskiego boksu instruktorem o wieloletnim stażu trenerskim Panem Marianem Łagockim. Zapasy pod MMA prowadzi Tomasz Rogala – trener i zawodnik w klubie medalistów Mistrzostw Polski w Zapasach – ZKS Slavia Ruda Śląska, z kolei przy rzeźbieniu technik parterowych klub współpracuje z Mistrzem Świata w Grapplingu – Maciejem Polokiem.

Dotrzeć do sekcji jest nadzwyczaj łatwo, znajduje się ona w ścisłym centrum Bytomia zaledwie parę kroków od Dworca PKP i Dworca Autobusowego. Treningi odbywają się w IV Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego, które znajduje się przy Pl. Gen. Władysława Sikorskiego 1 (wejście z tyłu gmachu, od strony parkingu przy banku, sala gimnastyczna umiejscowiona jest w odrębnym budynku). Bytomski team możemy zastać tam aż pięć razy w tygodniu – od poniedziałku do piątku. Grupa początkująca spotyka się we wtorki i czwartki o godz. 18.30, zaś grupa średnia i zaawansowana pracuje w poniedziałki, środy i piątki o godz. 20.00. O przydziale do poszczególnych grup decydują instruktorzy, a na trening należy przybyć piętnaście minut wcześniej. Osoby spóźniające się nie są wpuszczane na halę. Opłata miesięczna wynosi 70 zł. Poza dużą salą gimnastyczną klub dysponuje dodatkowo bardzo klimatyczną małą salką, siłownią i pełnymi sanitariatami (szatnia, prysznice, toalety). Do dyspozycji trenujących oddany jest kompleksowy sprzęt – maty, worki treningowe, piłki lekarskie, etc. Do nabycia w atrakcyjnej cenie jest również odzież klubowa – spodenki sportowe i rashguard’y z motywem klubu.

Jakiekolwiek pytania, sprawy, problemy dotyczące zajęć i funkcjonowania teamu należy kierować na skrzynkę elektroniczną trenera koordynatora – Grzegorza Skibniewskiego: grzegorzskibniewski@mma-bytom.pl, grzegorzskibniewski@gmail.com lub bezpośrednio pod numerem telefonu: 601-596-001. Strona internetowa znajduje się pod tym adresem, z kolei facebook’owy profil tutaj.

Na koncie założycieli bytomskiej sekcji znajduje się również organizacja pierwszych polskich turniejów amatorskiego MMA – bez kimon – Hadaka Waza i w GI – Irigumi-Go. W zawodach tych startowali czołowi polscy fighterzy i weterani wszechstylowej walki wręcz: Jan Błachowicz, Tomasz Drwal, Marcin Held, Artur Kadłubek, Krzysztof Kułak, Maciej Polok czy Artur Sowiński. Klub może pochwalić się również licznymi osiągnięciami zawodniczymi na Mistrzostwach Polski Ju-Jitsu czy w rywalizacji w formule amatorskiego MMA. Pod szyldem Bytomskiego Klubu Ju-Jitsu, a następnie MMA JJ Bytom Team triumfy na zawodach święcili m.in.: Krzysztof Banczarek, Szymon Boniecki, Artur Kadłubek, Dawid Ludwin, Michał Mućka, Mateusz Piórkowski, Rafał Raczyński, Mariusz Radziszewski, Daniel Tobolik, Szymon Walaszek, Arkadiusz Żaba czy organizator gali MMA Challengers – Bartłomiej Walczak.

– Grzesiu, Twój klub działa od 1993 roku. Co w ogóle skłoniło Cię do założenia własnej sekcji? Skąd Twoje zainteresowanie sztukami walki?

– Zainteresowanie sztukami – sportami walki zaczęło się w 1986 roku. Wtedy właśnie rozpocząłem treningi Karate Kyokushin w Bytomiu, potem było Aikido w Tarnowskich Górach. Po trzech latach wystąpił problem ze znalezieniem nowej sali do treningów. Ja właśnie zaczynałem swoją pracę jako nauczyciel w Bytomiu i miałem możliwość załatwienia sali. Wówczas wspólnie z instruktorem Jackiem Włodarczykiem założyliśmy Klub Aikido. Zainteresowanie sportami walki jak u większości młodych chłopaków w tych czasach związane jest z filmami: Wejście Smoka (treningi karate, choć filmowy bohater trenował kung-fu) i Nico (treningi aikido).

– No właśnie – zaczynaliście jako Bytomski Klub Aikido, który przeobraził się parę lat później w Bytomski Klub JJ. MMA było wówczas w powijakach. Jak wspominasz tamte czasy? Co było tą iskrą napędową wbijającą sekcję na właściwy tor, czyli w formułę wszechstylowej walki wręcz?

– Będąc po trzech latach treningów karate, cały czas w aikido brakowało mi tej namiastki realności i elementów walki sportowej czy to na treningach (sparingi) czy w postaci udziału w zawodach. Dlatego też zmienialiśmy nauczycieli od łagodnego aikido do twardszej odmiany pod postacią aiki-jitsu. Podczas jednego z obozów poznałem trenera z Rosji – Taira Narimanova. Już podczas pierwszych prób sparingów zrozumiałem, że mój czarny pas w aikido i związane z nim umiejętności nic nie pomogą w realnym starciu, a tym bardziej w walce sportowej. Postawiłem wtedy na radykalny krok i zmianę w treningach (zakres technik i sposób trenowania). Wiązało się to z odejściem dużej grupy ćwiczących. W podobny sposób pomyślał Sławek Szamota, z którym zaczynałem treningi Aikido. Tylko Sławek skoczył krok do przodu i od razu poszedł w BJJ, które okazało się niezbędne w walkach typu MMA.

(I turniej Hadaka Waza – wszyscy uczestnicy/ Fot. Mariusz Radziszewski – zbiory własne)

– Mnóstwo osób nie ma pojęcia, że zapoczątkowałeś w Polsce turnieje MMA lub imprezy o zasadach bardzo zbliżonych do mieszanych sztuk walki. Czy mógłbyś scharakteryzować Nam takie wydarzenia jak turnieje Hadaka Waza i Irigumi-Go? Od kiedy się odbywają? 

– Pomysł sportowej rywalizacji na zasadach full-contactowych, gdzie dozwolone były wszystkie formy technik podsunął mi Tair Narimanov. Zobaczyłem kasetę z turniejów w Rosji i… osłupiałem. To była prawdziwa konfrontacja różnych stylów, metod treningowych i sposobów walki. Byłem przerażony możliwością zaistnienia kontuzji, ale dałem się przekonać. Pierwsze dwa turnieje zorganizowaliśmy na trawie we Władysławowie. Potem w grudniu 2001 r. przyszła pora na duży poważny turniej – Irigumi-Go (czyli Twarde Wejście) w hali Czarnych w Bytomiu. Startowało wtedy siedemnastu Polaków i tyle samo Rosjan. Goście ze wschodu roznieśli naszych nielicznych odważnych rodaków. Tylko Krzyśkowi Kułakowi udało stawić się czoła Mistrzowi z Rosji, w finale przegrał na punkty. W trzeciej edycji startowało już dużo krajowych zawodników m.in.: Tomasz Drwal, który zaliczył swoją jedyną przegraną w Polsce walkę z zawodnikiem z mojego klubu – Bartłomiejem Miłkiem. W tamtych czasach dozwolone były nawet uderzenia głową, a kasków się nie używało. Świetny klip z tego turnieju można zobaczyć tutaj:

Po dwóch latach od pierwszego turnieju Irigumi-Go postanowiłem zorganizować podobny turniej bez kimon. I tak narodził się słynny turniej Hadaka Waza (Gołe Techniki). Stosowaliśmy wtedy nazwy japońskie, bo na co dzień trenowaliśmy ju-jitsu, gdzie obowiązywały japońskie nazwy technik. Po kilku latach okazało się, że przebił on swoją popularnością turniej Irigumi-Go i od dwóch lat robimy już tylko Hadakę. Chociaż według mojej opinii technicznie Irigumi-Go był bardziej urozmaicony. W naszych turniejach zaczynali m.in.: Tomek Drwal, Krzysiu Kułak, Marcin Held, Maciek Polok, Janek Błachowicz, Artur Kadłubek i Artur Sowiński.

– Teraz przejdźmy do kwestii klubowych – jesteś nauczycielem, od zawsze bardzo dużo pracujesz z młodzieżą, czy zawód pedagoga pomaga Ci w prowadzeniu klubu? Jak się dogadujesz ze swoimi podopiecznymi?

– Ciężki kawał chleba, ale jak ktoś lubi swoją pracę to nigdy nie chodzi do roboty. Wiedza uzyskana na studiach AWF i doświadczenie z prowadzenia zajęć wychowania fizycznego bardzo się przydają, szczególnie jeśli chodzi o urozmaicenie rozgrzewki, metod treningowych czy zasobu ćwiczeń ogólnorozwojowych. Bardzo ważne też jest doświadczenie w rozwiązywaniu problemów, jakie na swojej drodze mają młodzi ludzie. Kilka razy przydało mi się to w wyciągnięciu młodych adeptów MMA z tzw. dołka życiowego.

– Jakie wymagania należy spełnić przychodząc na pierwsze treningi do klubu MMA JJ Bytom Team? Czego wymagasz od nowych podopiecznych?

– Podstawa to dobry stan zdrowia – mamy swojego lekarza klubowego. Jeżeli ktoś ma chęci to trenować może bez względu na wiek i uzdolnienia fizyczne. Jedni trenują rekreacyjnie (mamy dwie pary ojciec plus syn), inni traktują MMA jako sportową przygodę. Zapraszamy każdego!

– Na co stawiasz podczas prowadzenia zajęć i jakie wartości starasz się wpajać młodym adeptom?

– Podstawą pracy treningowej są ćwiczenia ogólnorozwojowe, a od strony wiedzy teoretycznej zawsze powtarzam, że nie wynik sportowy jest celem, ale sam trening. Także możliwość poznania nowych kumpli i sprawdzenia swoich możliwości. I dlatego również osoby, które nie mają zacięcia sportowego czują się u nas dobrze.

– Powiedz, jak dużo ludzi przychodzi obecnie na zajęcia?

– Przeciętnie mamy około 70-100 osób w trzech grupach zaawansowania.

– Jak wygląda kwestia sprzętu? Jakie warunki zapewniacie wychowankom?

– Mamy do dyspozycji dwie sale i siłownię. W zależności od stopnia zaawansowania można trenować od dwóch do pięciu razy w tygodniu. Dysponujemy workami, matami i całym wyposażeniem potrzebnym do trenowania sportów walki. Jedyne czego nam brakuje to ring lub klatka.

– Masz na koncie wielu wychowanków. Trenowali u Ciebie weteran polskiego MMA – Krzysiu Kułak, właściciel MMA Challengers – Bartłomiej Walczak czy zawodnicy aktualnie prowadzący własne sekcje: Artur Kadłubek, Mariusz Radziszewski, Michał Mućka. Możemy chyba powiedzieć, że sporej liczbie zawodników dałeś szeroko pojętą bazę pod MMA?

– Tak, miałem i mam to szczęście, iż mimo późnego wieku w jakim rozpocząłem spotkanie ze sportami kontaktowymi udało mi się wychować wielu zdobywców medalowych miejsc w zawodach fullcontactowych ju-jitsu, walkach zawodowych i amatorskich MMA. Oprócz wyżej wymienionych należy dodać Daniela Dizla Tobolika, Mateusza Pióro Piórkowskiego, Arkadiusza Żabę, Szymona Bońka Bonieckiego czy Dawida Młodego Ludwina. Myślę, że sukces tkwi w tym, iż nigdy nie zamykałem się na podpowiedzi innych trenerów czy zawodników, co do sposobu prowadzenia treningu i zakresu technik. Sam nie mając za sobą sukcesów sportowych i dużego doświadczenia jako zawodnik często wypytywałem nawet młodszych od siebie jak się przygotowują do walki, jakie techniki uważają za najskuteczniejsze, etc. Dodając do tego doświadczenie w układaniu planu treningowego plus co jest najważniejsze ciężką pracę wszystkich chłopaków efekt jest taki, że nie ma roku w którym nie odnosilibyśmy sukcesów.

– Pod Twoimi skrzydłami rosną nowi, młodzi zawodnicy. Czy mógłbyś wymienić chłopaków, którzy dają z siebie wszystko na treningach?

– Nie chcę wymieniać konkretnie nazwisk, bo naczelną zasadą w naszym klubie jest hasło: nie ma zabawy, nie ma treningu. Wyniki sportowe owszem są ważne, ale dla mnie największym sukcesem jest to, że udało się stworzyć stałą grupę osób ćwiczących, która świetnie się czuje na treningach i między sobą. Sukces jednego z nich zależy od pracy wszystkich.

– W prowadzeniu klubu obecnie pomagają Ci Mateusz Piórkowski i Daniel Tobolik. Jak współpracuje Ci się z Chłopakami?

– Tak od ponad roku sterowanie grupą zawodniczą przejął Dizel. Bez jego pomocy nie można by tego ogarnąć – przy bardzo dużej liczbie ćwiczących zdecydowałem się na utworzenie 3 grup zaawansowania i sam nie byłbym w stanie tego prowadzić. Daniel zawsze konsultuje ze mną programy treningowe i jak na razie efekty są na plus. Z kolei Pióro po powrocie z Anglii zaczyna pomagać w prowadzeniu zajęć ze średnią grupą. Zawsze dużo rozmawiamy i mam nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli na nich liczyć. Chciałem jeszcze dodać, że w poprzednich latach w prowadzeniu klubu bardzo pomagali Bartłomiej Walczak i Michał Mućka – bez ich pracy nie byłoby tego co jest dziś. Z resztą jest wiele postaci, które przyczyniły się do zbudowania tego silnego muru jakim jest dzisiaj MMA Ju-Jitsu Bytom Team.

– Zajęcia przekrojowe odbywają się w Bytomiu, ale jeździcie też do innych klubów. Gdzie szlifujecie poszczególne płaszczyzny – boks, zapasy, BJJ?

– Od początku starałem korzystać się z wiedzy i umiejętności innych trenerów i zawodników. W skrócie można powiedzieć, że bazą wszystkiego było ju-jitsu pod kierunkiem Taira Narimanova. Ale po kilku latach treningów i dynamicznego rozwoju dyscypliny jaką jest MMA sięgnęliśmy i do dzisiaj współpracujemy ze specjalistami z konkretnych dyscyplin. I tak boks korygują trenerzy Damiana Jonaka: Marek Okroskowicz i Marian Łagocki. Obalenia prowadzi Tomasz Rogala (trener i zawodnik w klubie Mistrzów Polski w Zapasach Slavia Ruda Śląska), a przy podnoszeniu poziomu walki w parterze pomagał mi bardzo Sławek Szamota, a obecnie Maciek Polok. Oprócz tego organizujemy seminaria z zawodnikami mieszanych sztuk walki i czerpiemy z ich doświadczenia dostosowując to wszystko do naszych realiów. Jak widać do tej pory skutecznie.

(Fot. Grzegorz Skibniewski – zbiory własne)

– Wiele razy spotkałem się z bardzo ciepłymi, pochlebnymi wypowiedziami na temat klubu. Mógłbyś opisać tę specyficzną atmosferę panującą w Bytomiu?

– Jak już wcześniej powiedziałem nie jesteśmy klubem gdzie wszystko robione jest pod kierunkiem wyniku sportowego, a co za tym idzie gwiazdy MMA nie są i nie będą u nas tolerowane. Obojętne jest to co, kto potrafi i jakie ma sukcesy, najważniejsze jest podejście do treningu i praca. Drugim filarem naszego klubu to znany powszechnie cięty dowcip, który jest adresowany do każdego. Nowym chłopakom czasami trudno zrozumieć dlaczego u nas każdy z każdego się śmieje (wystarczy wejść na Facebook’a). Ale po kliku miesiącach widzi, że to bardzo pomaga w nawiązaniu dobrych układów miedzy trenującymi osobami. Następną ważną rzeczą, która ma wpływ na atmosferę jest brak tolerancji dla chamstwa i wulgaryzmów. Jak do tej pory udaje nam się z tym skutecznie walczyć. Myślę, że te czynniki plus brak kobiet na treningu powodują, że mamy zdrową, wesoła i męską atmosferę.

– Startujecie w zawodach amatorskich, a Twoi zawodnicy występują na dużych galach. Jako klub jakie macie plany na ten rok?

– W tym roku najważniejsze w planie treningowym są dla nas dwie imprezy: organizowany 19 maja po raz pierwszy (mam nadzieję, że będzie to coroczna impreza) zawodowy mecz MMA JJ Bytom Team versus Śląsk, w którym wystąpi większość zawodników grupy zaawansowanej przeciwko innym klubom ze Śląska oraz słynna już Hadaka Waza, która odbędzie się 17 listopada na nowej hali w Bytomiu. Oprócz tego pozostałe zawody traktowane są treningowo, a zawodnicy mający kontrakty na walki zawodowe przygotowywani są indywidualnie.

– Ciekawym przypadkiem i jakże związanym z charakterem śląskiej ziemi są trenujący u Ciebie bracia: Arek, Dawid, Hubert i Marcin Żabowie – zawodnicy pracują na co dzień na kopalni, a oprócz tego trenują. Czy Twoim zdaniem ciężka praca w życiu codziennym rzutuje w jakiś sposób na zaangażowanie na treningach?   

– Tak, czasami zdarza się, że Żabki są zmęczone, ale jak przyjdą już na trening to można ich tylko gonić. Dają świetny przykład młodszym, że w treningu najważniejsze są chęci. Poza tym, trening jak chyba wszyscy w naszym, klubie traktują jako świetną zabawę i możliwość odreagowania po dniu pracy. Zwłaszcza gdy po treningu następuje wymiana złośliwych uwag i komentarzy, szczególnie w kierunku Dizla, który ich dojeżdża na treningu.

– Arek dał bardzo dobrą walkę na niedawnej MMA Challengers 7, a za niespełna miesiąc wystąpi na undercardzie gali MMA Attack 2. Jak wygląda jego forma?

– Arek jest w bardzo dobrej dyspozycji i jeżeli tylko zdrowie pozwoli to da dobrą walkę na drugiej edycji MMA Attack.

– Śledzisz na bieżąco światową scenę MMA, kto jest Twoim ulubionym zawodnikiem?

– No niestety tu muszę Cię zaskoczyć, ale z racji obowiązków, nie mam dużo czasu na oglądanie systematyczne gal i zawodów. Jeżeli już patrzę na jakieś walki to nie śledzę nazwisk tylko sposób walki.

– Jak wygląda Twoja współpraca z MMA-Attack?

– Poproszono mnie o pomoc w zorganizowaniu sędziowania i wszystkich spraw związanych z regulaminami, wagą, itp. Jak na razie wszystko jest ok, lubię to robić, a Pan Dariusz Cholewa nie przeszkadza (no może z małymi wyjątkami, ale szybko dochodzimy do porozumienia).

– Tak właśnie, często występujesz roli sędziego ringowego. Jak czujesz się w tym fachu? Czy wykonywanie obowiązków sędziego w MMA to trudna praca?

– Przede wszystkim bardzo stresująca. Bardzo boję się zepsuć wynik walki przez złą decyzję – szczególnie na zawodach amatorskich, kiedy walk jest bardzo dużo. Wiem jako trener, ile czasu i wysiłku poświęca zawodnik na przygotowanie się do walki i jeżeli nieudolny sędzia to zepsuje to jest naprawdę świństwo. Mimo wszystko lubię pracę sędziego, jestem na ogół dobrze oceniany i miałem mało konfliktów z zawodnikami lub trenerami w ciągu dziesięciu lat sędziowania walk MMA.

– Grzesiu dzięki wielkie za możliwość zrealizowania materiału. Życzymy Wam wielu sukcesów!

– Dziękuję wszystkim osobom za pomoc w prowadzeniu klubu, a sponsorom i Urzędowi Miasta w Bytomiu za finansowe wsparcie w organizacji zawodów.

 

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.