Materla

Prawie 10 lat temu wszedł pierwszy raz do klatki. Od tego czasu stoczył dwadzieścia dwie zawodowe walki, zdobył tytuł „mistrza Polski w kat. -100 kg” w 2003, wygrał turniej KSW wagi średniej w 2006 oraz został „międzynarodowym mistrzem KSW” w tej wadze w 2012 roku. Utytułowany grappler. Niemal od początku uważany za wielki talent, talent hamowany kontuzjami, które doskwierają mu do dziś. Nigdy nie odpuścił, po zwycięskiej walce z Jayem Silvą na KSW 19 powiedział słowa, które najlepiej charakteryzują jego dotychczasowe występy: „Może mi zabraknąć techniki, kondycji, ale nigdy nie zabraknie mi charakteru!”. Michał „Magic” („Cipao”) Materla obchodzi za niecały miesiąc dziesięciolecie występów w MMA.

Jak doszło do tego, że Materla pojawił się w MMA?

Po niecałym roku trenowania wyjechał wraz z Berserkers Team na miesięczny camp do Brazylii. Jak się okazało, zamiast planowanego BJJ, cały miesiąc spędził na trenowaniu mieszanych sztuk walki. Po powrocie do kraju nadarzyła się okazja, by spróbować swoich sił na – raczkującej wtedy – polskiej scenie MMA. Michał za namową trenera podjął wyzwanie…

Pierwsze walki w Polsce

Wszystko rozpoczęło się w 25 października 2003 roku. Na gali „MMA Polska 2: Eliminacje”, wówczas 19-letni, Michał stanął pierwszy raz do walki w formule MMA. Naprzeciwko zawodnika Berserkers Team Szczecin stanął Tomasz Janiszewski. Do momentu skończenia walki w 2. rundzie pojedynek prowadził wyraźnie dużo cięższy i silniejszy warszawianin. Materla przegrywał bójkę – inaczej tego nazwać nie można – w stójce, jednak tuż przed poddaniem trafił przeciwnika prawym kolanem, zamroczony Janiszewski próbował sięgnąć po nogę szczecinianina, co umożliwiło „Cipao” łatwiejsze dojście do gilotyny.

Na tej samej gali odbył się drugi pojedynek Michała. W półfinale poszło mu dużo łatwiej i szybko poddał kimurą Andrzeja Kulika. Co prawda, walkę przerwał sędzia, a nie zawodnik, na którym założona była technika, jednak trzeba zauważyć, że dźwignia była szczelnie zapięta i niewiele brakowało do kontuzji. Dzięki tej wygranej, „Magic” zapewnił sobie udział na kolejnej gali spod szyldu MMA Polska.

13 grudnia 2003 roku Michał stanął w ringu naprzeciwko Jarosława Stachery. Po nieudanej próbie obalenia Michał wyprowadził tylko jeden cios, który trafił idealnie w szczękę rywala. Ten upadł bezwładnie na ziemię, co zmusiło sędziego do przerwania walki. Tym samym Michał Materla zdobył tytuł „mistrza Polski w kat. -100 kg”.

W roku 2004 „Magic” kontynuował praktykę kończenia pojedynków przed czasem. Najpierw udał się do Berlina na galę Fight Club Berlin 3. Tam poddał Christopha Meyera. W maju wrócił do Polski i podczas Colloseum II skończył Giedriusa Pranckeviciusa dźwignią na staw łokciowy w pierwszej rundzie.

2 października znów opuścił Kraj nad Wisłą i pokonał szesnaście kilogramów cięższego (sic!) Fina – Mikkę Mehmeta. Zawodnik ze Skandynawii rzucił się na naszego zawodnika z serią cepów, które spowodowały upadek Michała. W parterze Mikka nie robił nic poza wciskaniem Polaka w siatkę. Po dwóch minutach „Cipao” odwrócił pozycję i zaczął dominację nad bardzo zmęczonym rywalem. Zdobył dosiad, próbował trójkąt rękoma, znów doszedł do dosiadu, zasypywał rywala ciosami, a gdy ten – próbując nieumiejętnie uciec z niedogodnej pozycji – odwrócił się na bok, złapał duszenie zza pleców i odklepał Mehmeta pod koniec pierwszej rundy.

Materla zakończył niezwykle udany rok i serię sześciu zwycięstw w pierwszej rundzie kimurą na Wojciechem Gołaszewskim. Była to walka w obronie tytułu „mistrza Polski w kat. -100”, który Michał wywalczył rok wcześniej.

Już miesiąc później „Magic” pojawił się znów na ringu, tym razem na gali Colloseum 5 w Bielsku-Białej, w rewanżowym starciu z Andrzejem Kulikiem. I w tym pojedynku zwyciężył reprezentant Berserkers Team Szczecin, jednak jego przeciwnik przerwał passę skończeń Michała i przewalczył z nim pełne dwie rundy, by w końcu ulec na punkty. Warto zauważyć, iż od pierwszych minut starcia „Cipek” walczył z kontuzją. Jak się później okazało, zerwał więzadło krzyżowe. To właśnie wtedy zaczęły się problemy Materli, które będą mu doskwierały aż po dziś dzień.

Zagraniczne wojaże

Przerwa spowodowana kontuzją kolana zmusiła fanów „Cipao”, aby czekali na kolejny pojedynek dziesięć miesięcy. Materla udał się tam, gdzie „zaczęła się” jego przygoda z MMA – do Brazylii, aby wziąć udział w Jungel Fight 5. W drugim narożniku ringu stanął dużo bardziej doświadczony i już rozpoznawalny fighter – Evangelista „Cyborg” Santos. Zawodnik ze Szczecina odważnie ruszył do przodu od pierwszych minut, jednak jego ataki były chaotyczne. Brazylijczyk wykorzystał to i szybko zdominował Polaka i skutecznie wykorzystywał dostępne techniki, jak łokcie czy kolana na głowę w parterze. Do drugiej rundy obaj zawodnicy wyszli bardzo zmęczeni. „Cyborg” zaczął od faulu na „Cipao”, za co otrzymał żółtą kartkę. Chwilę później Materla zranił Santosa, ale brak sił nie pozwolił na wykończenie rywala. Za to Evangelista, który błyskawicznie doszedł do siebie, zdołał posłać Michała na deski i ciosami zmusić sędziego do przerwania walki. Była to pierwsza porażka szczecinianina w karierze i jak na razie jedyna przed czasem.

Niedawno w programie Kuby Wojewódzkiego Michał tłumaczył, że przegrał tę walkę głównie z powodu klimatu, który panował w Brazylii. Polak nie był przygotowany na wysoki stopień wilgotności, panujący w Kraju Kawy. Trzeba również pamiętać, iż Materla był wciąż bardzo niedoświadczonym zawodnikiem (zaledwie 8 walk, z czego tylko 3 dotarły do 2. rundy), a i tak potrafił odgryźć się dużo bardziej doświadczonemu i znanemu przeciwnikowi.

Szczecinianin powrócił do ringu niecałe 6 miesięcy później, aby zmierzyć się w Koper (południe Słowenii) z jeszcze bardziej doświadczonym rywalem – Moise’em Rimbonem. Już w pierwszych sekundach walki Francuz ruszył na Polaka i zdobył obalenie, jednak „Cipek” zapiął gardę i chwycił prawą rękę zawodnika znad Loary w kimurę, co uniemożliwiło mu ataki. Po chwili sędzia podniósł walkę do stójki. Sytuacja z pierwszych sekund powtórzyła się jeszcze 2 razy w tej rundzie. Rimbon obalał, a Materla zapinał gardę i neutralizował ręce przeciwnika, nie pozwalając mu na zadawanie znaczących ciosów w parterze. Pod koniec 1. rundy zobaczyliśmy trochę stójki, w której zarówno celniej, jak i mocniej uderzał Moise. Drugie starcie zaczęło się od sprowadzenia „Magika”. W dodatku, Polak wylądował od razu w pozycji bocznej. Od tego momentu byliśmy świadkami popisów grapplerskich zawodnika Berserkers Team. Skutecznie zmieniał pozycję, kontrolował przeciwnika, aż do niefrasobliwej próby zajścia za plecy, kiedy to „Swampowi” udało się odwrócić pozycję. Jednak nie na długo, ponieważ chwilę później, bo ładnym przetoczeniu przez Michała, Francuz musiał bronić się przed dźwignią na stopę. Niestety, uciekł z tej techniki, a ponadto zdobył plecy Polaka. Rimbon po chwili odpuścił pozycję, na rzecz obijania szczecinianina z góry uderzeniami i kopnięciami. Moise zakończył pojedynek mocnym kolanem na głowę Michała, który wstawał z maty. Do ostatniej rundy Materla wyszedł dużo bardziej zmęczony od swojego rywala i choć udało mu się zapiąć gilotynę w pierwszych sekundach, musiał ją odpuścić, ponieważ przy zakładaniu techniki, pomógł sobie, trzymając liny, za co został ukarany żółtą kartką. Pod koniec pojedynku „Cipao” zaskoczył rywala celną kombinacją ciosów i kolana, po czym przeszedł znów do gilotyny. Mimo iż wydawało się, że technika jest dobrze zapięta, Francuz przetrwał do gongu i wygrał starcie jednogłośną decyzją sędziów.

Był to, do tej pory, ostatni zagraniczny występ Michała Materli.

Koniec części pierwszej…

1 KOMENTARZ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.