Mieszane sztuki walki od jakiegoś czasu cieszą się zainteresowaniem w naszym kraju, ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że ta dyscyplina sportu zahacza również o epokę wiktoriańską. Dzięki Bartitsu, innowatorskiej sztuce samoobrony, angielscy dżentelmeni mogli radzić sobie z zagrożeniami, które w tamtych czasach czyhały na nich niemal w każdym zakątku Londynu.

Londyn pod koniec XIX wieku nie był, najdelikatniej mówiąc, bezpiecznym miejscem. Rewolucja przemysłowa sprawiła, że do angielskiej stolicy zaczęli na masową skalę napływać bezrobotni z obszarów wiejskich i mniejszych miasteczek, a także imigranci z innych krajów. Skutków tak ogromnego przyrostu ludności łatwo można się domyślić – Londyn zaczął zmagać się ze znacznym przeludnieniem, a granice dzielnic zamieszkałych przez biedotę uległy rozszerzeniu. Całą sytuację dodatkowo pogarszał fakt, że przez rozwój techniki i mechanizację produkcji fabrycznej gwałtownie spadło zapotrzebowanie na niewykwalifikowaną siłę roboczą, więc wielu dotychczasowych pracowników fabryk stało się nagle zagrożonych ubóstwem.

Nic dziwnego, że w tym czasie w ciemnych, londyńskich zaułkach zaroiło się od rabusiów i złodziei. Do tego stopnia, że drugą połowę XIX stulecia określa się mianem okresu rozkwitu przestępczości zorganizowanej – groźniejszej i dużo trudniejszej do opanowania. Ludzie przestali czuć się bezpiecznie na ulicach. Duża w tym zasługa dziennikarzy, którzy w pogoni za sensacją prześcigali się w informowaniu o kolejnych przestępstwach, szczególnie tych popełnianych przez Kubę Rozpruwacza. Taki stan rzeczy zirytował Patricka MacIntyre’a, byłego funkcjonariusza Scotland Yardu, który 27 sierpnia 1898r. na łamach „South London Chronicle” zarzucił gazetom, że te koncentrują całą swoją uwagę na typach spod ciemnej gwiazdy, bo zbrodnia zwyczajnie dobrze się sprzedaje. Tak czy inaczej, mieszkańcy Londynu żyli w strachu, więc z otwartymi ramionami przyjęli Edwarda Williama Bartona-Wrighta i jego szkołę samoobrony.

Ja jestem Barton-Wright, ju-jitsu mistrz!

Kilka pierwszych dekad w życiu Edwarda Williama Bartona-Wrighta nie wskazywało na to, że zasłynie on przede wszystkim jako twórca systemu samoobrony. Urodzony w Indiach, edukację odebrał w Niemczech i Francji, żeby następnie zacząć pracę jako inżynier dla E.H. Hunter Company, dzięki czemu miał okazję zwiedzić m.in. Hiszpanię, Portugalię, Egipt i Japonię. To właśnie w tym ostatnim kraju zaczął interesować się wschodnimi sztukami walki – pod okiem lokalnych mistrzów (m.in. samego Jigorō Kanō) poznał kata oraz ju-jitsu. A że europejskie techniki uderzeń i chwytów również nie były mu obce, to w jego głowie szybko narodziła się myśl, żeby wszystkie znane systemy samoobrony połączyć w jedną, spójną technikę; technikę, która będzie na tyle wszechstronna i skuteczna, że pozwoli obronić się przed niemal wszystkim – poza kulą z pistoletu.

Jak postanowił, tak zrobił i w 1898 r. Barton-Wright powrócił na stałe do Anglii, gdzie 26 listopada 1898 roku zarejestrował „Bartitsu” w londyńskiej Board of Trade.

Czym właściwie jest bartitsu?

Bartitsu to mieszanina wschodnich i zachodnich stylów walki, która łączy w sobie elementy judo, ju-jitsu, boksu, szermierki, walki kijem i savate; sama nazwa stanowi połączenie nazwiska Barton i słowa „jujitsu”. Ogromną rolę w przypadku bartitsu odgrywało używanie do samoobrony przedmiotów codziennego użytku oraz elementów garderoby, np. parasoli, płaszczy oraz popularnych w tym czasie laseczek. Celem było zaskoczenie przeciwnika i wytrącenie go za wszelką cenę z równowagi. Dodatkowo jedną z zasad stanowiło atakowanie stawów, które są najbardziej podatne na uszkodzenia.

Klub Bartitsu działał pod adresem Shaftesbury Lane 67b i od początku swojego istnienia funkcjonował na zasadzie elitarnego stowarzyszenia, więc żeby do niego dołączyć, trzeba było najpierw otrzymać zgodę od wyższych rangom członków. Niemniej warto było się starać, bo lekcji udzielało prawdziwie międzynarodowe grono ekspertów z najróżniejszych dziedzin: Armand Cherpillod uczył zapasów, szwajcarski mistrz szermierki Pierre Vigny prowadził szkolenia z posługiwania się laską, a z Kraju Kwitnącej Wiśni przybyli do Londynu Yukio Tani oraz Sadakazu Uyenishi.

Swoją szkołę Barton promował pisząc artykuły do magazynów oraz aranżując publiczne pokazy, ale mimo to wąskie grono członków klubu zaczęło z czasem topnieć – zdaniem Percy’ego Longhursta, jednego z byłych klubowiczów, Barton-Wright zwyczajnie przecenił liczbę osób, która skłonna była płacić ogromne sumy na utrzymanie kosztownego klubu i jego mistrzów. Dlatego w 1902 roku Barton-Wright musiał w końcu zwinąć interes i zająć się fizjoterapią, ale w tej dziedzinie również nie odniósł wielkiego sukcesu. Zmarł w wieku dziewięćdziesięciu lat – zapomniany i bez grosza przy duszy, a jego ciało złożono w nieoznaczonym grobie. Mimo to dziś uważa się go za pioniera w organizowaniu starć przedstawicieli różnych stylów walki, a także pierwszą osobę, która połączyła europejskie i azjatyckie techniki samoobrony.

PS W opowiadaniu „Pusty dom” okazuje się, że Sherlock Holmes pokonał swojego największego przeciwnika, profesora Moriarty’ego, właśnie dzięki zastosowaniu zasad „baritsu”. Nie powinno to dziwić, bo Artur Conan Doyle i Edward William Barton-Wright w tym samym czasie publikowali swoje teksty w „Pearson’s Magazine”. Co ciekawe, autor przygód Sherlocka popełnił w nazwie systemu literówkę – najprawdopodobniej przez zwykłe gapiostwo, choć istnieją też teorie, że zrobił to celowo, żeby nie naruszyć przypadkiem praw autorskich.

Powyższy artykuł powstał dzięki współpracy z Extreme Hobby. Trenujesz niczym mistrzowie bartitsu? Sklep EH oferuje szeroki asortyment odzieży do sztuk walki.

14 KOMENTARZE

  1. Powyższy artykuł powstał dzięki współpracy z Extreme Hobby. Trenujesz niczym mistrzowie bartitsu? Sklep EH oferuje szeroki asortyment odzieży do sztuk walki

    A mają takie fajne kije, albo chociaż gajery jak ten gościu na zdjęciu? Półcylindrem Tez bym w sumie nie pogardził

  2. Nie bartitsu tylko kumitsu… Coś Ci się pomyliło kolego sympatyczny..

    Baritsu –  w końcu Sherlock, jego autor i sam Barton-Wright lubili wypić, a potem wiadomo, że bójki w barach, więc BAR(jiggly wiggly/jameson/jiskey)itsu 😉

  3. Trochę kek. Wygląda jak jeden z tych typów, co to dziś próbują się dorobić na wszelkiej maści combatach. Tak w ogóle, to na moje już ponad sto lat wcześniej Daniel Mendoza robił już sprawl&brawl w walkach na gołe pięści, więc jakiegoś tam barowego jujitsu bym nie określał praprzodkiem MMA. Dobry tekst tak czy owak.

  4. Poleciał Like. O ostatnim akapicie zapomnijmy, chyba że oferują ubrania szyte na miarę z epoki wiktoriańskiej:tiphatb:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.