Śladami PitBulla

-1

Andrei Arlovski urodził się 4 lutego 1979 roku w Mińsku. Jego dzieciństwo można nieco przyrównać do młodości „GSP”. Podobnie jak Kanadyjczyk, Arlovski padł ofiarą znęcania się starszych „kolegów”, i podobnie jak St. Pierre postanowił sobie ze starszą hołotą poradzić. Cierpliwość Białorusina dobiegła kresu w wieku 14 lat. Wtedy to mały „Jędrek” postanowił nieco nabrać masy (wiadomo… im więcej masy, tym więcej szacunku), by owy „element” dał mu spokój. Dodatkowo Andrei zmienił nieco profil swych zainteresowań i, zamiast piłki nożnej, zaczął uczyć się sambo.

Gdy lata szkolne dobiegły końca, Arlovski postanowił wstąpić do szkoły policyjnej, a tam sprytnie połączył przyjemne z pożytecznym i doskonalił swe umiejętności sambisty, aby w krótkim czasie osiągnąć mistrzowski poziom w rosyjskiej sztuce walki.
W 1999 roku Białorusin wpierw wygrał Mistrzostwa Europy, a następnie Mistrzostwa Świata w Sambo dla Młodzieży, a w niedługim czasie zdobył srebrne medale w Sambo Word Cup oraz Sambo Word Championshops.

Nieprawdopodobne jest to, że przyszły mistrz UFC, jeden z najlepszych zawodników wagi ciężkiej w swej pierwszej walce w MMA zaliczył nokaut od takiego zawodnika, jakim jest Viacheslav Datsik (jeżeli jest ktoś, kto nie wie, kim jest Viacheslav Datsik, to radzę nadrobić zaległości). Gruba sprawa, zapewniam. Polecam zobaczyć ten pojedynek  (ogólnie polecam „walki” Datsika). Fakt  faktem – 9 kwietnia 1999 roku nie był dla Andreia dniem szczęśliwym i podczas M-1 MFC padł na ziemie z ręki największej niedołęgi świata MMA (no dobra, my od niedawna mamy większą).
Arlovski najwyraźniej wziął sobie do serca słowa starego przysłowia, które mówią: „co się stało, to się nie odstanie” i dokładnie rok później powrócił do M-1, żeby zmyć plamę na honorze, którą spowodował nokaut z ręki Viacheslava. Trzeba przyznać, że zrobił to w doskonałym stylu, wygrywając obie turniejowe walki przed czasem (Michael Tielrooy odklepał po szczelnie zapiętej gilotynie, Roman Zentsov natomiast przegrał przez TKO).

Zwycięstwa w M-1 MFC otworzyły Arlovskiemu drogę za ocean i 17 listopada 2000 roku „PitBull” zadebiutował na gali UFC 28: High Stakes. Zadebiutował bardzo udanie – trzeba dodać – i pokonał Aarona Brink przez blachę w 55 sekundzie pierwszej rundy. Dwie następne walki Andreia w UFC (z o wiele bardziej doświadczonymi rywalami) były dla niego mniej szczęśliwe, bo zarówno Ricco Rodriguez, jak i  Pedro Rizzo posłali go na deski (kolejno TKO i KO). Obaj zawodnicy obnażyli piętę achillesową Białorusina, czyli osławioną na naszej radiowej antenie MMARocks – „szklaną szczękę”.

Podczas UFC 40 (22.11.2002) Andrei przerwał pasmo dwóch porażek, dzięki pokonaniu przez TKO Iana Freemana. To zwycięstwo zapoczątkowało serię sześciu wygranych walk i jednocześnie sześciu wygranych walk z rzędu, które kończyły przed czasem. W międzyczasie zdobył tytuł tymczasowego mistrza wagi ciężkiej (poddanie w pierwszej rundzie), o który walczył z Timem Sylvią podczas UFC 51: Super Saturday (tytuł interim został stworzony po wypadku motocyklowym, jakiego doznał ówczesny mistrz – Frank Mir).
Arlovski tymczasowego tytułu bronił dwukrotnie. Zawsze skutecznie: podczas UFC 53 i UFC 55 pokonał kolejno Justina Eilersa  i Paula Buentello. Pierwsza obrona właściwego tytułu – który przyznało mu UFC, kiedy okazała się, iż Mir będzie musiał mieć dłuższą przerwę od walk – a zarazem drugie starcie z Timem Sylvią (15 kwietnia 2006) zakończyło się porażką (przed czasem) Białorusina. Kolejna walka z Silvią (UFC 61) również skończyła się na niekorzyść Andreia, tym razem jednak o werdykcie zadecydowali sędziowie.

„PitBull” w efektownym stylu powrócił podczas UFC 66: Liddell vs. Ortiz II, gdzie znokautował Mauricia Cruza. Następnie, podczas UFC 70, zaprezentował niezwykle nudną, ale wygraną, walkę z Fabricio Werdumem. W efekcie pauzował do 2008 roku, a wygraną z Jakiem O’Brienem podczas UFC 82 pożegnał się z UFC.

Nowym domem Andreia zostało Affliction. Podczas debiutanckiej gali tej organizacji w bardzo dobrym stylu Białorusin zafundował KO Benowi Rothwellowi Trzy miesiące później posłał na deski Roya Nelsona w EliteXC (Andrei znalazł się na gali EXC w wyniku ówczesnej współpracy pomiędzy obiema organizacjami). Affliction II (24.01.2009) przyniosło najbardziej kasową walkę (zainkasował 1,5 mln dolarów) w całej karierze Arlovskiego, starcie z legendą wagi ciężkiej – Fedorem Emelianenką.

Pojedynek – jak można było się spodziewać – zakończył się dla Białorusina niekorzystnie, przegrał przez nokaut w pierwszej rundzie. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość i przyznać, iż – do momentu zaatakowania latającym kolanem (które skontrował Rosjanin) – to Andrei dyktował warunki.

Po upadku Affliction Arlovski został zakontraktowany przez Strikeforce. Na gali Strikeforce: Lawler vs. Schields stoczył swoją ostatnią do tej pory walkę. Andriei znów przegrał, i po raz kolejny przez ciężkie KO (już w 22 sekundzie walki) zadane z ręki Bretta Rogersa.

Niewątpliwie od walki z Fedorem Andrei znalazł się na równi pochyłej. Niby Białorusin dysponuje najlepszym boksem w wadze ciężkiej MMA (przynajmniej tak twierdzi jeden z najbardziej cenionych trenerów pięściarstwa – Freddie Roach), a jednak potężne nokauty zdarzają mu się nad wyraz często. Bez wątpienia, mimo chwilowego dołku, w jakim znalazł się „PitBull”, jest on ciągle jednym z najlepszych zawodników w królewskiej dywizji i z pewnością dostanie niedługo szansę rekompensaty.

____________
Wszystkie walki karty głównej UFC, największej organizacji MMA na świecie – oglądaj na żywo tylko na antenie Extreme Sports Channel.
MMAStore-at-MMARocks_MT02
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułJunior Dos Santos vs. Stefan Struve na UFC 95?
Następny artykułBob Sapp powraca!
Współzałożyciel MMARocks i redaktor naczelny. Publicysta. Poza przelewaniem myśli na papier i organizacją pracy redakcji, w MMARocks zajmuje się także finanso-prawną stroną funkcjonowania portalu. Oprócz MMA komentuje również wydarzenia polityczno-ekonomiczne, m.in. dla PAFERE.